no i d.. z naszymi badaniami jutrzejszymi, ale jestem wściakła.
Pojechaliśmy do pediatry, nie było za bardzo wyboru przed jutrem, trafił się jakiś stary dziadek, ledwo słyszący. Mniejsza o to, w kazdym razie nie wystawiła nam skierowania na usg przezciemiączkowe, bo w karcie wypisowej ze szpitala jest napisane ze bylo w normie ( a w zalecenaich jest ze mamy zrobic kontrolne po 2-4 tygodniach, ale on to olał).
prze brzuch usg tez nie dal bo on jest nefrologiem i w tym momencie nam to usg nic nie da. Ale w zalecenaich również było.
Wkurzyłam się, bo jak mam to w zaleceniach to chcę zrobić i nie bede ufć jakiemuś pierwszemu z brzegu mądrali, że nie trzeba. Skutek jest taki, że na pocatkuli[ca, to już i tak bedzie później niż trzea, ale idę do innego pediaty i mam znowu umówione te usg. A dlatego na początku lipca a nie wcześniej, bo chce to załatwić sama z nie z M, z nim 90% wiyt lekarskich z dziećmi kończy się nerwalmi i kłótnią.
Uff...
no nic, nerwy w konserwy, teraz musze się naszykowac do wyjścia po Alę i na zajęcia adaptacyjne o 16.00. M poddenerwowany bo pracuje z domu, a przez tego pediatrę dzis trochę czasu mu uciekło no i musi iść z nami na ta adaptację.
Generalnie już bym bardzo chciala żeby jeździł sobie do "biura" (pracują u rodziców wspólnika), ale w tym tygodniu musi być zeby te zajecia jakoś obsłużyć.
Wczoraj dzienie zniósł płacze Wojtka jak wyszłam, ale potem krew go zalała bo okazało się, ze Ala naklepiła na ścianę naklejki a potemz darła razem z farbą. Uroki gładzi kurde, u mnie w domu nie było gładzi i w życiu farba ze sciany od byle naklejki nie zeszła.