Jak ja słysze o karmieniu w tym wieku dzieci kaszka z butelki to mnie trzesie.
To rodzic decyduje co ma jesc dziecko, ale dziecko decyduje, ile tego zje.
Ja bylam wlasnie taki "niejadek" futrowany do 4rz kaszka przez butle. Od tego mam juz w doroslym zyciu tak zryta przemiane materii, ze ledwo co zjem, to tyje na potege. Matka nie potrafila dac mi normalnego jedzenia, "bo nie lubilam DUZO jesc", ale kaszka byla suuuuper, bo jadlam wlasnie tyle, ile mi tylko podala. No pewnie, slodka kaszka lepsza np od warzyw czy wedlinki.
Teraz u mnie moja matka probowala tak napychac Toma "bo biedaczek malo je"..... skonczylo sie na jednej probie.