Witajcie kochane dziewczyny!
Dziś troszkę późno ale gonitwa od rana. Najpierw na badania krwi. Brrr, nie lubię bez śniadania z domu wychodzić i raczej jemy je z M. wcześnie, bo oboje na 7 do pracy. No ja teraz jestem na L4 ale przyzwyczajenie zostało.
Więc po badankach śniadanko, a potem byłam na zakupkach dla mnie i dla Malutkiej. Uwielbiam kupować dla niej rzeczy.
Jeszcze mama wpadła i przyniosła mi ciuszki, które przysłała z kolei jej przyjaciółka ze Stanów. Babcia się wygadała, że będzie wnusia. Ach.
Wpadłam na obiadek i tak się zaczytałam w Waszych postach, że o mało ziemniaków na ten obiad nie przypaliłam.
Zaraz jadę po wyniki do przychodni (3majcie kciukasy).
Co do tematu kociakowego.
Mój Filut nie wyciąga pazurków przy zabawie. A wiecie sprawdziłam go kiedyś jeśli chodzi o dzieci. Mój brat ma małego synka. Sytuacja miała miejsce jak bratanek miał około roku. Przyszli do nas, a ja wzięłam Filuta. Mały myślał, że to pluszowa zabawka. Zaczął mu uszka i łapki wykrzywiać, a potecm chciał mu wciskać oczka paluszkami. Trzymałam kota ale tak raczej asekuracyjnie, chcąc sprawdzić jak się zachowa. Był tak spokojny, nawet nie miałknął, nie mówiąc już o jakichś pazurach czy o wyrywaniu się w ogóle. Potem puściłam go wolno, to dzieciaczek pogonił za nim i w efekcie położył się na nim na dywanie i tak sobie leżeli a mały go głaskał. Żałuję, że tego nie nagrałam albo choć zdjęć nie zrobiłam. Obrazek iście bajkowy. Więc tak sobie myślę, że Filuś zdał dzieciowy egzamin. To zwierzę, więc trzeba je mieć na oku, ale krok w dobrym kierunku został poczyniony.
