Trusia, mnie wziernikiem badali tylko w szpitalu. Moja gin nigdy mnie nim nie badała. Możemy sobie podać ręce, bo ja z moim P. sie tez poklocilam, z tym ze my tak szybko nie zaczniemy rozmawiac. A juz napewno ja z nim nie zaczne. Miał jutro nie isc do pracy, mielismy jechac na zakupy dla Hani, a jednak idzie. To jeszcze bym zrozumiala, nie jego wina, a ja mam swoje humory, ale miarka sie przebrala jak zaczal miec pretensje ze nie chce rodzic w szpitalu gdzie pracuje jego mama. Dzis na wizycie rozmawialam dlugo z moja gin i powiedziala ze jak Hania sie nie przekreci to w okolicach terminu (jesli do tej pory nic sie nie bedzie dzialo) mam sie z nia skontaktowac i ona mi zrobi cesarke. Ucieszylam sie, bo jak wyobrazilam sobie jakiegos lekarza 60-letniego rzeźnika ze skalpelem w reku to az mnie ciarki przeszly, a takich duzo w tym szpitalu. Zaczelam sie z nim klocic, ze jego mama to mogla by mi opieke poloznych zalatwic do normalnego porodu, a na taki sie nie zapowiada. I ze nie pojde w ciemno do jakiegos lekarza obcego, skoro 100 razy mniej bede sie stresowac jak bedzie mnie ciac moja gin. Ale on oczywiscie tego nie rozumie. 'Bo jak ja moge nie chciec isc tam gdzie jego mama przeciez ona mi krzywdy nie da zrobic!'. Do tego doszlo jeszcze to, ze meble nadal nie zamowione i jemu sie wcale nie spieszy. A jeszcze we wtorek mowil, ze trzeba zamawiac, bo i tak bedziemy czekac 2-3 tyg. Wiec grzecznie go poinformowalam, ze pojade i sama je zamowie, bo nie mam zamiaru trzymac ubranek dla dziecka w kartonach, a w nowym pokoju miec tylko łóżko. Dalej juz nawet szkoda pisac, poplakalam sie wyszlam do kuchni i wrocilam do pokoju jak juz spal. Wyzalilam sie, juz mi troche lepiej.
A co do badan, to myslalam ze mnie sporo jeszcze czeka, a gin powiedziala mi, ze do konca ciazy juz tylko mocz i morfologia. Wszystko inne zrobili mi w szpitalu. Wiec chociaz z tym spokoj. Z ciekawostek -Hania wazy 1837

no nic, ide spac. Do jutra :*