Ale się wkur.....zdenerwowałam.
Wiecie co, 08.09 zgłosiłam rezygnację z klubu, w którego członkiem był mój mąż, oni mu tam przysyłali maszynki do golenia, raz na kwartał bodajże, ponieważ kupiłam mu golarkę.
Po tygodniu przyszła mi paczka z poleceniem zapłaty za te maszynki, a na temat rezygnacji ani słowa. Dodam, że paczka została nadana po zgłoszeniu rezygnacji.
I te debile dzisiaj mi wysłali wezwanie do zapłaty z doliczoną karą umowną za zwłokę....
Minął już ponad miesiąc od kiedy zgłosiłam rezygnacje, i w dalszym ciągu nie przysłali mi ani słowa czy moja rezygnacja została "rozpatrzona" a ja teraz muszę płacić dodatkowo 50 zł.....wrrrrr....ale jestem zła.
Tak się zdenerwowałam że złapały mnie skurcze, i dzwonię do męża że jedziemy na IP, potem chciałam dopakować torbę, i zdałam sobie sprawę że brakuje mi kilku rzeczy, więc stwierdziłam że nigdzie nie jadę, i z płaczem do męża że ja nie jadę bo muszę najpierw zakupy na allegro zrobić.....i wiecie co?
Przeszło......samo z siebie....jak kupowałam wanienkę do kąpieli dla Leosia...
Przy okazji T. stwierdził że powinnam może coś na nerwy zacząć pić, a jak nie to może on zacznie coś pić ( nie koniecznie ziółka)....
Ostatnio mamy kabaret w domu, ja albo becze, albo się śmieje i tak w kółko....