Violett - ja się właśnie cieszę, że niegdzie w Warszawie nie moge uciec :-) Pewnie gdybym mogła to już dawno nie bylibyśmy razem. P. nie może uciec bo to jego mieszkanie, a do rodziców nie pójdzie na pewno bo relacje nie te i doporażki się nie przyzna :-)
Mamy taką zasadę, że nie możemy pójść spać bez pogodzenia się, czasami kłótnie i boczenie się na siebie trwało bardzo długo, ale zawsze nam się udawało przed zaśnięciem pogodzić i wyczyścić atmosferę.
Ta zasada wzięła się stąd, że P. po 3 miesiącach bycia razem wyjechał na 7 m-cy do Londynu, widywaliśmy się średnio raz na miesiąc a tak to telefon albo Skype i oczywiście czasami się kłóciliśmy, ale trzeba było koniecznie się godzić bo jakbyśmy się nie pogodzili od razu to łatwo można było śmiertelnie się pogniewać i po prostu nie zadzwonić i to wszystko by się rozsypało ...