Właśnie skończyłam sprzątać osmolone meble w kuchni

Nie wyłączyłam gazu, bo akurat przyszli moi rodzice (mama mnie miała wymasować i lampą ogrzać na bolące plecy) i otworzyłam im drzwi. Wróciłam się do kuchni i potknęłam o 2 plastikowe miski leżące na podłodze, które Oliwka mi wyciągnęła z szafy. Spieszyłam się, więc zamiast je schować do szuflady, położyłam na kuchenkę, dokładnie na gaz, którego zapomniałam wyłączyć. Wszyscy poszliśmy do pokoju, nagle Tomek mówi, że coś się pali, bo śmierdzi. Paulina poleciała do kuchni i krzyczy: pożar! więc my wszyscy biegiem do kuchni. Ogień wysoki na 30 cm

miski dokumentnie stopione na kratkach panela gazowego, meble osmalone. Tomek zalał wodą ogień, a jak zgasił, to czarny dym z sadzą rozszedł się po całej kuchni i przedpokoju. Śmierdzi w chałupie jak cholera, meble kuchenne i ścianę przu kuchence już wyczyściłam, jutro jeszcze będę musiała wszystkie ściany i meble poszorować, bo sadza się rozniosła po całej chałupie
