Ja też ostatnio wspominam jak to było z poczęciem naszego syneczka...planowaliśmy wszystko od początku.Nawet to, ze urodze w lutym, marcu ;-);-). Po konsultacji z moja gin uznałyśmy,ze trzeba dla bezpieczeństwa odczekać trzy miesiące, wiec tabletki odstawiłam już w styczniu


..Ale starania zaczęliśmy w kwietniu i pierwsze podejście z opłakanym (dosłownie) skutkiem

, ale tak naprawdę temperaturę mierzyłam od początku, tyle,że pierwszy cykl tak od połowy i mogłam przegapić jajeczkowanie...wiec ostatnią miesiączkę miałam 14 maja, a nasz Filipek powstał 26 maja, czyli w dzień matki, rano, bo tak podobno jest najłatwiej...temperaturę mierzyłam ciągle i nie spadała, wiec nabrałam podejrzeń,że się udało:-), ale test zrobiłam po tym jak okres spóźniał mi sie dwa dni, bo już nie mogłam wytrzymać...
I tak
12.06.2006 roku zobaczyłam dwie magiczne kreseczki, też rano, bo po nocy stęzenie hormonu ciążowego w moczu jest największe. Mąż jeszcze spał, a ja z zakraplaczem przy stoliczku - pyk - kropelkę na test i czekam...mąż się przebudził, ale taki nieprzytomny - pyta co robię..a ja, że test;-);-) I patrze i patrze:
on - "no i co?"(też nieprzytomny)
ja - "jestem w ciąży..." i siedzę w szoku
on - "no co Ty, niemożliwe, naprawdę"
Jak wyskoczył z łóżka,złapał mnie, zaczął ściskać całować, szczęśliwy, prawie cały dom obudził


19.06. poszłam do gin na kontrole, bo tak sie umówiłyśmy, potwierdziła ciąże


Pierwszy dowiedział sie mój brat, jeszcze w piątek przed wizyta, dopiero tydzień po powiedzieliśmy mojej mamie, mama tacie i później rodzicom Tomka...wszyscy szczęśliwi, dbali o mnie od zaraz


A w tym roku naprawdę będę obchodzić Dzień Matki mając trzymiesięcznego brzdąca...