Witam. Żyję
Wczoraj kończyłam malować pokój - już koniec JUPI!
A dzisiaj zabrałam się za sprzątanie pokoju mojej córki... Niesamowite jaki syf potrafi zrobić jedna pięciolatka. Cały dzień walczyłam. A to i tak nie generalny porządek bo okna nie ruszałam, podłogi jeszcze nie umyłam (ale planuję niedługo podłogi w całym mieszkaniu generalnie wyglancować i wypastować na lustro z odsuwaniem mebli, ale to bliżej Wielkanocy).
Zaraz idę do wanny a potem jeszcze planuję trochę łóżeczko pomalować. Kupiłam taki niby lakier do drewna i żeby był kolor który mi pasuje to muszę z 5-6 warstw położyć a każda schnie z 30 minut więc wlecze mi się to malowanie okropnie. Ale już niedużo i poskręcamy dziada
Ludu ale jestem umordowana dzisiaj tym pokojem jednym. Ale co się dziwić skoro trochę się poruszam i zaraz jestem spocona i zasapana. 30 minut coś robię i 10 odpoczywam

A mały dzisiaj się na mnie uwziął i tak się rozpycha, że już obolała jestem. I gilam go po nóziach, i głaskam po pupci - taka zabawa. Ostatnio zamarł chyba z zadowolenia jak sobie urządziłam porządny masażyk brzucha kremem i wsmarowywałam i wklepywałam sobie to przez pół godziny. A mały nic, ani drgnął
To tyle u mnie. Mam fajną książkę więc czasem jak z nią utknę to czas mi przelatuje między palcami
