Moja rodzinna, mama 10-miesięcznej córeczki o karmieniu piersią mówi tak: Co ludzie nie będą mówić, jakie teorie nie będą wymyślać - chemia to nauka ścisła. Nie da sie wytworzyć tylu przeciwciał na mm co na mleku matki.
Ta moja lekarka pracowała do samego porodu lecząc ludzi, po macierzyńskim wróciła do pracy i dalej codziennie ma kontakt z chorymi, sama łapie katary, bóle gardła itp - małą karmi cały czas i nic jej nie jest. Według niej odporność po mleku matki spada zaraz po zakończeniu karmienia - to nie jest tak, że karmiąc cycem da sie dziecku ochronę na całe życie - cycolenie daje dziecku czas (kilka miesięcy karmienia) na to, żeby będąc chronionym przez mleko matki wytworzyło przeciwciała na choroby z jakimi się zetknie w tym czasie. Tak więc może się zdarzyć, że dziecko cycem karmione nie będzie miało za wiele przeciwciał, bo w tym czasie nie będzie wokół niego chorób. Ale - jak na to nie patrzeć, mleko matki zawsze będzie lepsze dla niego, pomijając choroby, jest jeszcze otyłość, alergie, naturalność, związek z matką - cuda.
Do mnie to przemawia, jestem w ogóle zwolenniczka back to nature, jestem przerażona tym co sie z ludźmi w ciągu tych kilkudziesięciu lat stało, sami wpychamy się do próbówek, chciałabym by moje dziecko dorastało w takich warunkach w jakich ja mogłam, bo ja byłam szczęśliwa i nie miałam adhd, nerwicy, fochów, depresji, alergii, dysleksji, dysgrafii, wyalienowania...