Szkoda, ze o moje obiady nikt sienie licytuje... Ale i tak chwala przyjaciolom, ktorzy dokarmiali nas przez pierwsze dni po powrocie ze szpitala z synkiem
Jestem dzis wypompowana, choc wlasnie przespalam sie poltorej godziny. Sadzac po poprzednich dniach, maly po tym karmieniu powinien pospac ze 4 godziny, mycie odpuszczamy, musze sie wyspac, onzreszta tez przysypia, bo w dzien mialmniej snuniz zazwyczaj.
Rano bylismy w mojej pracy. Fajnie bylo zobaczyc sie ze znajomymi. Niestety po pierwszych spotkaniach poczul sie zmeczony i zaczal plakac, aja zachiny nie moglam go uspokoic, anajlepiej uspic, no bo jak. Musze bardziej stanowczo domagac sie respektowania moich pomyslow, kiedy w gre wchodzi znajomosc dziecka. Chcialam jechac tuz przed karmieniem, dac mu cyca w pracy na poczatku i wtedy bylaby radosnagodzina z najedzonym i wypoczetym dzieckiem, pozniej w samohod i spanko. Ale maz mnie przekabacil albo raczej przedluzyl sobie znacznie poranny prysznic i nie bylo za bardzo wyjscia. Nakarmilam Robcia w domu, potem drzemka w aucie, pobudka w pracy, pare usmiechow i czas na spanie, bez mozliwosci realizacji. Ale nie bylo tak zle, tylko mi troche glupio. To duze biuro, pare pieter, wszedzie otwarta przestrzen z biurkami i niskimi przegrodkami, a ja szlam z rozwrzeszczanym wozkiem, wszyscy sie gapili
Ale i tak bylo fajnie
A po powrocie do domu zafundowalismy sobie spacer. Na czas to nie wyszlo dluzej, ale zamiat krazyc po naszym najblizszym parku, zrobilam tylko jedno kolko i przeszlismy do kolejnego, ktory jest w zasadzie kawalkiem lasu wzdluz strumienia. Przyjemnie tam bylo, bo dzis okropny wiatr, a w dolinie i wrod gestych drzew cichutko i praktycznie zero powiewu. Tylko zmeczona bardzo wrocilam, bo prawie pol godz zajelo nam dojscie w jedna strone, a w lesie co chwile ostro w dol albo pod stroma gore. Wozek sie dobrzena wertepach spisal, ale i tak wrocilam padnieta.
Ok, zmykam do wyrka, juz prawie 21, a Robus usnal przy cycu.