moja kolezanka mi opowiadala jak to niedawno obserwowala na placu zabaw (w DE) dzieci ze zlobka. Wychowawczynie byly normalne ale dzieci i tak byly smutne, przez wieksza czesc czasu plakaly lub poplakiwaly. W przeciwienstiwe do przedszkolakow nie bawily sie ze soba a tylko siedzialy na piasku ze smutnymi minami. Wychowawczynie ledwo nadazaly pocieszac glaszczac te najglosniej placzace (bo np. dziecko sie uderzylo) - oczywscie nie tulac czy calujac, no bo to w koncu wychowawczyni a nie mama. Ogolnie caly widok zrobil na mojej kolezance przygnebiajace wrazenie, choc nie byla to zadna patologia. Dodam, ze kolezanka byla na tym placu zabaw ze swoim dzieckiem, w takim samym (mniej.wiecej) wieku jak owe dzieci zlobkowe (rok z okladem)