jeju!
Was doczytać!
ale jakimś cudem dotrwałam i doczytałam! kilkanaście stron!
Wróciliśmy dziś od rodziców, torba się na szczęście nie przydała - wiedziałam że nie ma co się przykładać do jej pakowania!
Wracało się znośnie dopóki nie utknęliśmy w 20km korku na autostradzie! W dodatku Matyldzie też się to nie spodobało i zaczęła wybitnie szaleć miotając matki pęcherzem jak torebką cukierków! Wrr.... ledwo dojechałam zastanawiając się po drodze czy jednak nie zrobić użytku z pampersa.... tyle że ten newborn to aktualnie chyba jedynie na cycka by mi się zmieścił!
Święta jak święta - były minęły, jedzonko pyszne, na szczęście nie przejadłam się, wałówka zabrana więc ze 2 dni laba obiadowa teraz....
Od jutra walka z ciuszkami, bo przywiozłam całą mega torbę a wczoraj dzwoniła jeszcze kumpela że właśnie dokopała się na strychu do ciuszków po swojej córce.... na szczęśćie kolejne większe - przydadzą się
zazdroszczę tym co to już 35 czy 36 tydzień mają na liczniku - albo i dalej!
ja to się czuję jakbym czerwcówką była jakąś w tym gronie, ehh....
Wczoraj mnie taki ból głowy po południu złapał że szok, apap nie pomagał, w końcu udało się jakoś zasnąć, rano dziś niby lepiej było ale zero apetytu, zawroty głowy, mdłości, osłabienie..... normalnie nie wiem o co chodzi.....
na szczęśćie już w domku....