Ależ mi dziś dali popalić. Przed południem wszystko fajnie i pięknie. Trochę Fifi złośliwił, ale Zośka szła rytmem podjeść, pospać, pobałwanić się chwilkę. A potem odmowa spania, wiszenie na cycku i tak cały dzień. Przysnęła może dwa razy na 15 minut. A wieczorem oba spać nie i koniec. Filip jakiś rozżalony, tylko ze mną i ze mną. Zosia też na cycka, bo jak nie to płacze i tak bujałam się między pokojami do tej pory. Filip zasnął i pewnie pośpi, a Mała nie mam pojęcia. Po tych pobudkach, to już niczego nie jestem pewna. Zastanawiam się czy może ona się nie najada, bo biust mi sflaczał. Niby coś tam jest, ale ona tak jakby tylko wisiała, a nie jadła. M. mówi, że to tylko taka lekcja pokory i jutro będzie lepiej, ale jakoś dziś trudno mi w to uwierzyć.