ach dziewczynki, ja tez rozumiem te Wasze smuty...
ja dzisiaj drugi dzien co funkcjonuje w miare, od dwoch bitych miesiecy ryczalam dzien w dzien, wszystko zle, matka jestem zla, kobieta tez, S ciagle nie ma w domu, dziecko mnie nie slucha...i jeszcze miliard innych powodow..a jaka potwora jestem brzydka, masakra
wiec...postanowilam, ze sobie wmowie , ze jest inaczej...kiedys chodzilam troche do psychologa, i on twierdzil, ze jestesmy wlasna mysla, ze zycie tworzymy swoimi myslami...i tak to sobie wmawiam , ze zaczynam z powrotem wierzyc..
a z tak bardziej przyziemnych rzeczy, to za miesiac przeprowadzamy sie z mieszkania do domu... zrobilismy mala kalkulacje jak sie zmienia nasze koszta utrzymania i z tego powodu zryczalam sie jak durna...bo w mieszkaniu nie martwie sie ogrzewaniem, a tam jak sobie wlacze i zaplace to mam cieplo, jak nie to nie(mamy wszedzie podlogowe), pozniej woda, wywoz smieci, i cala masa innych kosztow zwiazanych z utrzymaniem domu...troje dzieci poza tym..
i stalo sie to tak powaznym powodem do ryku, ze moje, trzy dni...