Dziewczyny, ja już mam dosyć. Jestem w anglii, nie mam tutaj nikogo bliskiego prócz męża, a jak się okazuje i on się oddala. Prosiłam go wczoraj o pomoc, o to zeby się zajął wszystkim przez weekend, żeby zajął się dzieckiem bardziej, posprzątał, zrobł obiad. PROSIŁAM.ok, wczoraj zrobił tylko obiad, jeszcze narzekając jak to się źle czuje (to przykre, bo on zawsze narzeka jak się niby źle czuje kiedy go proszę o pomoc). Nie posprzątał, w życiu takiego syfu w kuchni/salonie/łazience/sypialni nie miałam... Ale wczoraj wieczorem jeszcze miał siłę iść po piwko na odstresowanie... Ok, pomyślałam, może dzisiaj coś zrobi. Gdzie tam, córka się obudziła o 9, ja z nią, a ten dalej twardo śpi Co chwila się przebudza i tylko mówi, że zaraz wstanie. Dziecko woła o jedzenie, pytam go czy wstaje już zrobić jej śniadanie. A ten tylko na mnie popatrzał i nic. wkurwiłam się już i poszłam z dzieckiem na doł. Ten zlazł po dłuższej chwlili i się zaczął plątać po kuchni. Znam go i jjuż widziałam, że dopoki mu nie zwroce uwagi nie zacznie sprzątać. No i zaczął, z wielką łaską, wieki zasrany panicz. Wkurzyłam się (wiem, że nie powinnam, ale to on powinien mnie wspierac i pomagac, a on gunwo robi) i zaczelam sprzatac sama salon. Posprzatałam, a ten do mnie z tekstami, ze czuje sie zastraszany przezemnie. Ze czuje sie jakbym byla jego ojcem. WTF. jakaś paranoja, rozumiecie? BO PORPOSIŁAM go o pomoc wczoraj, a dzisiaj upomniałam zeby posprzątał. w zyciu sie nie czulam tak jak teraz.... oddałam mu obrączki i powiedziałam, że skoro tak mu źle to droga wolna. mam już dosyć.