Witamy sie i my.
Dopiero wczoraj wyszliśmy ze szpitala.
Ja zgłosilam się na oddział 28 maja z lekkimi skurczami, które w poczekalni minęły, ale że byłam po terminie 8 dni zostawi;li mnie na patologii. I tak łaziłam tam dostając szału. 30 odszedł mi czop i w nocy 31 bardzo zaczął mnie boleć żołądek - tak mi sie wydawało. Położna stwierdziła że jak mi niedobrze to się szyjka skraca i żebym chodziła. Była druga w nocy. rano o 7 podłączyli mnie pod KTg i wzięli na porodówkę. Tam sie okazało że mam rozwarcie na 4 cm. Ale bardzo nadal mnie bolało i nie wiedziałam czy to żołądek czy wątroba. W pewnym momencie skurczy nie czułam a z bólu tego czegoś łzy mi popłynęły. i tam położna zmierzyła mi ciśnienie i okazało sie, że mam 180 a zaraz 190. Więc w 5 minut byłam na stole i zrobili mi CC. Mały dostał 10 pkt. Ważył 3650 i miał 55.
Potem okazało sie że miałam straszne wyniki krwi a przy obchodzie ordynator kazał Bogu dziękować że żyje, cały czas miałam takie ciśnienie nie potrafili mi obniżyć, i cały czas dostawałam leki przeciwzakrzepowe. W sumie sami do końca nie wiedzieli co mi jest. Siadły mi nagle wszystkie narządy.
I kolejnym punktem była wrodzona infekcja małego i antybiotyk dożylnie. Dlatego tyle leżeliśmy.
Miał 6 różnych wefronów. w tym w głowie podczas podawania kroplówek strasznie krzyczał. Jak mi miało ciśnienie nie skakac jak on tak cierpiał. A drugie tęsknota za starszakiem, myślałam że oszaleje. Na szczęście jesteśmy już w domu i ciśnienie trochę mniejsze. Mąż teraz wziął opiek i nacieszmy się sobą

.
Dodam że w szpitalu miałam tez nawał, ale miałam fajne mądre położne i nie było tak żle. całe noce z chłodnym mokrym ręcznikiem na cyckach

A o to i Igorek urodzony 1 czerwca
