Ja zaszłam w ciążę z córką na piątym roku studiów. Jako, że ciąża była od początku zagrożona o dojazdach na uczelnie mogłam zapomnieć... Studiowałam dziennie. Udało mi się u dziekana załatwić indywidualny tok studiów, bo urlopu dziekańskiego mój rocznik nie mógł zabrać (ostatni 5 letni bez licencjata). Stawiałam się tylko za zaliczenia. Po narodzinach dziecka obroniłam magistra
Moja koleżanka z kolei na ostatnim roku studiów miała już synka i również przyznano jej indywidualny tok. Głowa do góry aesthete jakoś sobie poradzicie.

ale w jednym ma na pewno rację: te kobiety, które gładko przez wszystko przeszły rzadko opisują to w internecie... Ehhh, kiedyś nie było takiego dostępu do takiej wiedzy, może i lepiej.. ;-)