reklama

mamusie grudniowe:)

reklama
Ale miałam zaje bistą noc :szok: położyłam się jak zwykle po północy - o godzinie 2:00 , czyli po niecałych dwóch godzinach snu obudziła mnie burza ( brrr :sick: ) myślałam , ze umre - jeszcze się dobrze nie skończyła już szła następna - normalnie stereo - jedne grzmoty takie słyszane z oddali , drugie już bliziutko :sick: - żeby nie było tak dobrze o 5:00 przylazła następna burza ( po niecałej godzinie spokoju ) - walnęło w transformator - nie wiem jakim cudem ocalł komputer i tv :szok: kino domowe poszło się je bać :baffled: no i mam dziwnie mało prądu w domu - komp działa , ale lodównka nie :confused2::laugh2:
Mikołaja nawet nie ruszyło - spał jak zabity , a jak umierałam ze strachu - przeniosłam go sobie tylko do łóżka , zeby mieć się do kogo przytulić - ale ze mnie bohaterka :zawstydzona/y:;-):-p:-D
 
Brawo brawo :-D

My dziś spędziliśmy dzień nad jeziorkiem nieopodal Gdańska. D. się nawet kąpał. Ja się jeszcze nie odważyłam, chociaż woda była całkiem ciepła. Demon mocno plażowy, najlepiej mu na kocu hehe. Mamy też namiot plażowy z Reala, niezła sprawa. Dobry do rzucania cienia, tylko w środku się jakoś makabrycznie grzeje. Ale już obok jest ok. No to teraz możemy ruszać na podbój plaż :-D
 
Cyt.: " a niedługo - niespodzianki , miłe niespodzianki ... Załoga BB " :dry: mam nadzieję ,ze nie zmienią szaty graficznej tak jak w tamtym roku na ten blady róż :dry::-D

Kasiu z niecierpliwością czekam na fotoski morza ;-)
 
A ja mam wreszcie chwile zeby troszke nadrobic.
Deszczyk sie rozpadal. Marika zasnela bo chlodniej sie zrobilo.
Kaja spiewa w centrum bo Dni Siedlec mamy.

Wczoraj wrocilysmy z nad jeziorka. Milutko bylo tylko Marika jakiejs wysypki dostala. Nie wiem czy to od tamtejszej kranowki bo w takiej ja wykapalam czy moze od kremu NIvea od slonca. A moze po prostu od slonca. Na szczescie nieduzo wiec chyba nie ma sie czym przejmowac.

Wlasnie wszedl moj tata z wiadomoscia ze w sobote ma byc u nas 34 stopnie.
Kurcze ale skwar. Chyba znow gdzies wybedziemy nad wode.
 
Wróciłam właśnie
z pogrzebu, stypy itp
mąż się trzymał dzielnie, ale na koniec mszy dziękował obecnym z przybycie, załamał się, rozkleił - no to i ja przy nim... ech - nie lubię życia za to że jest śmiertelne.

A jutro wracam do pracy. Ale mam doła...
Spróbuję coś z pracy napisać o ile będę mieć dostęp do kompa...
dooł
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry