reklama

mamusie grudniowe:)

Ja mam smoczka nuk i jest super,

Lucky - co do słodyczy... hmmm... ja jem i nic się nie dzieje, nawet czekoladę!!!
A jak robisz to mleko? puszkę masz zamkniętą czy otwartą? jak gotujesz? i ile trzeba gotować?

Kasia - Natalia zniosła szczepienie bardzo dobrze... mimo, że była kłuta 3 razy /udo, pupa, rączka/, to płacz był króciutki... ja ją przytulałam i naprawdę było git... Paweł przytrzymywał kończyny, żeby nie wierzgała, a ja do niej mówiłam...nawet tej maści nie stosowałyśmy, bo mi ta pielęgniarka odradziła... naprawdę była rewelacyjna ta babka... Natalka zapomniała o szczepieniu w ciągu minutki, naprawdę!

Co do usypiania - dziecko wyczuwa wasz nastrój. Jeśli więc jesteście zdenerwowane, sfrustrowane z powodu np. niewyspania, to niestety, ale nieświadomie przenosice ten stan na dziecko... przez co ono może być zdenerwowane i płaczliwe... spróbujcie się wyluzować... musicie być spokojne i odstresowane... napijcie się lampkę winka czerwonego czy szklaneczkę piwka... mówcie do dziecka łagodnie i miłe rzeczy... nie zostawiajcie płaczącego dziecka samemu sobie... dziecko traci wówczas poczucie bezpieczeństwa... sprawdzcie czy nie ma mokro, nie jest głodne, nie chce się pić /może jest sucho w mieszkaniu???/, może jakaś metka czy guziczek przeszkadza?, może dzidziusia coś swędzi??? jak ma to powiedzieć??? tulcie, pieśćcie, rozpieszczajcie!!! to już się nie powtórzy... cieszcie się maluszkiem... i nie miejcie wyrzutów sumienia, że w książce piszą coś innego, że babcie mówią: "nie przyzwyczajaj do kołysania i noszenia na rękach" A DLACZEGO NIE??? zawsze zadaję to pytanie... i z reguły nie wiedzą dlaczego lub powtarzają stereotypy... "że dziecko będzie manipulować", "że się nie odzwyczai" /jakoś nie widziałam dorosłego, co potrzebuje kołysania czu bujania, żeby usnąć/... no właśnie - dlaczego mamy nie nosić swoich dzieci? nie bujać? nie kołysać? JAK MYŚLICIE???
 
reklama
Ja gorąco polecam likier z mleka gotowanego
puszke gotuje sie trzy godziny, zamknietą, mleko skondensowane slodzone
studzimy i otwierami, miksujemy z szklanką wódki
pychotaaaaa

Co do rozpieszczania popieram Kate
ja rozpieszczam, to jedyny okres w zyciu gdy moj malych chce tego, pozniej pojdzie w siwat i bedzie za pozno a ja bym zalowala ze nie przytalam go gdy byl na to czas
 
Jula byla na nuku i bylo super. Marianka nie chciala go zaakceptowac i niestety musialam sie wykosztowac na aventa, ktorego zaakceptowala. Burzujka mi rosnie.
Kate_less masz juz doswiadczenie jako mama. Ale nie wszystkie dzieci sa takie same. Ja mialam wiele klopotow z Jula. Nie chciala sama zasnac, usypianie jej zajmowalo conajmniej godzine, poltorej. Niestety odbijalo sie to na spokojnych spotkaniach z mezem. Nie mowiac o zostawieniu malej komukolwiek pod opieka. Przez 17 m-cy przez 24 godziny bylam caly czas z nia. I wierz mi, mialam czasami dosc. W nocy do niedawna budzila sie i albo przychozila do nas do lozka, albo domagala sie przyjscia do niej do pokoju. Jak wazyla juz kolo 9-10 kilo noszenie jej na rekach i bujanie odbilo sie na moim kregoslupie. Najczesciej budzila sie wtedy kiedy mielismy z mezem ochote na igraszki. Przytulanie sie do niego bylo stresem. Julka byla zazdrosna nawet o kota co siedzial u mnie na kolanach. Dopiero niedawno nauczyla sie sama zasypiac. Teraz Majeranka na szczescie sama zasypia, i mam nadzieje, ze tak bedzie dalej. Co wcale nie oznacza, ze nie jest przytulana, kolysana itp. Poswiecam jej cala uwage jak nie spi. Ale jak przychodzi czas na sen, to ukladam ja do lozka lub lezaczka, ucaluje mocno, poglaszcze, zeby czula, ze jestem caly czas przy niej.
Ale jakby caly czas plakala....to przyznam , ze nie wiem jakbym wtedy robila.
 
kate - popieram! ja rozpieszczam, nosze na rekach, caluje, glaszcze, trzymam na rekach, kiedy siedze i w ogole staram sie byc caly czas blisko niego! wlasnie to jest jedyny w zyciu moim i Filipka czas na taka bliskosc, czulosc.. im wiekszy, tym mniej bedzie sie przytulal, bedzie sie wyrywal, bo go cos innego zainteresuje, a potem bedzie sie wstydzil... a teraz mam mozliwosc czuc to ciepelko ukochane caly czas... i nikomu nie pozwole sobie tego odebrac :-) chocby mnie linczowali za bujanie! (juz wszyscy sie dziwia, przestrzegaja, ze bede miala problem, itp.. ale przeciez dzieci z tego wyrastaja szybko :-) )
i nigdy nie zostawilabym malenstwa placzacego samego w ciemnym, pustym pokoju... wyobrazcie sobie siebie.. glosno placzecie, domagajac sie mamy, czy czegokolwiek, slyszycie glosy z zewnatrz i nikt nie chce do ciebie przyjsc.. czujesz sie samotny, opuszczony, niekochany, niepotrzebny... masakra! az nie chce myslec, ze Filipek mialby doswiadczyc takich emocji!

wczoraj moj maly niemal caly dzien plakal.. (kolka) i tez go nosilam, calowalam, bujalam i przytulalam. tylko tak sie uspokajal.. jak moglabym kazac mu sie samemu z tym meczyc?

a co do smoczkow uspokajacych - halo, laski, czym one sie roznia od zwyklych!? ja mam nuka zwykle i uspokajajacy, niczym sie wg mnie nie roznia, a juz na pewno nie efektem ;-)

moj maly dalej nie umie pic z butli, ssie z zaangazowaniem i niczego nie wysysa. smoczka tez slabo ssie, szybko wypluwa. moze po prostu NIE MA JAK CYCUS! tylko co my zrobimy niedlugo, jak ebdzie musial mleczko mamy z butelki pic!?
 
Smoczek nuka i np aventa rozni sie ksztaltem. I to widac. Majeranka za Ciny Ludowe nie chciala nuka. Choc uwazam, ze sa najlepsze.
 
Ja też moje szczęście lulam i kołyszę. I co gorsza, śpię z nią;))) I rozpieszczamy ją wszyscy! I git.

My mamy smoka canpol, śmieszny, świeci w ciemności. Jak czasem zassie (co na razie nieczęsto się zdarza), to fajnie w nocy widać, gdzie ma Nati mordkę:-D

Cieszę się, że Nati ładnie z butli pije, dwa razy w tygodniu chodzę na ang i nie ma mnie 4 godziny. Nati dostaje wtedy bebilon HA - i mimo, że to syf, to jej to nie przeszkadza:-)
 
Dziewczyny! Dzięki za informacje i wasze spostrzeżenia... właśnie piszę artykuł i wasze uwagi bardzo mi się przydadzą!
Nonek - zgadzam się z tym, że każde dziecko jest inne... na każde trzeba znaleśź sposób:) cierpliwie!
nie mówię, że coś było źle! Nie gniewaj się za poniższy tekst... nie chodzi mi o obrażenie ciebie... nie zrozum mnie źle, proszę:)
Zastanówcie się dlaczego dziecko zachowuje się tak, a nie inaczej? Może jest marudne, bo czegoś mu brakuje? Albo źle interpretujecie zachowanie dziecka? Być może poświęcacie mu za mało czasu?
Moja szwagierka dopiero teraz zrozumiała, dlaczego jej syn /dziś 8 lat/ przez pierwsze miesiące życia non stop ryczał i był marudny... Aga była sfrustrowana, niewyspana, że o seksie nie wspomnę... dawała Karolowi jeść z butelki, bo nie mogła piersią... a, że bała się, że się udławi, to dziurki w smoczku zrobiła mikrusieńkie... i ten biedny dzieciak, obalał butlę w 1,5 godziny!!! umęczył się przy tym jak cholera... on po prostu był wiecznie głodny, niewyspany, zdenerwowany... co okazywał przez 24 godziny na dobę...
 
Tutaj przekleiłam moje wpisy z wątku "Superniania...", abyście poznały w pełni moje spostzreżenia, uwagi, pytania...
Przepraszam za długi wpis... ale chcę, aby wszystko było jasne:)

Pierwszy wpis na temat „wychowywania dzieci”

Dziewczyny!... dzieci potrzebują przede wszystkim bliskości, czułości, miłości... a nie sztywnych reguł zasypiania...
poza tym zastanówcie się... kiedy będziecie mogłu przytulać takie małe ciałka, kiedy będziecie mogły patrzeć na nie jak są takie słodkie, bezbronne, piekne... pamiętajcie, że te chwile już nie wrócą!!! Dlatego nalezy dziecko tulić i spać z nim... nie tylko w nocy, ale i w dzień... przerwę nocną zostawcie sobie dla partnera :) należy też dzieci bujać i kołysać, bo badania naukowców dowiodły, że dzieci bujane są mądrzejsze :)
Dzieci muszą czuć się bezpiecznie! A ponieważ nie potrafią mówić, to płaczem lub jękami proszą was o coś... o jedzenie, przewinięcie, zmianę pozycji... może je coś swędzi? jak się ma podrapać??? może boli? jak ci ma o tym powiedzieć??? Dlatego przytulajcie maluchy, całujcie, mówcie czule, kochajcie... nie słuchajcie "rad" babć, cioć i innych... nie bierzcie dosłownie żadnych porad książkowych... zdajcie się na wasz rozum i intuicję... pomyślcie... jak wam jest źle, to co robicie??? gadacie z koleżanką... idziecie na zakupy... wtulacie się w partnera.... a co ma zrobić taki maluszek??? przecież nie umie chodzić, mówić... nie poskarży się i nie poprosi o pomoc... dlatego ma was!!! róbcie dla niego, to, co same chciałybyście aby inni wam w takiej sytacji robili:) co wy byście sobie zrobiły, aby poprawić sobie humor?
I jeszcze bardzo ważna rzecz!!! Głupotą jest jak ktoś mówi, że taki maluszek manipuluje wami, robi wam na złość czy wymusza na was jakieś zachowanie!!! To są bzdury!!! Takie małoe dziecko nie jest w stanie tego robić!
A więc - jak najczęściej przytulajcie, całujcie i pieśćcie swoje dzieci... kochajcie i ZAWSZE reagujcie na płacz maleństwa... pierwszy rok życia dziecka ma największy wpływ na jego dalsze życie!!!
Pozdrawiam... w razie pytań czy problemów... zapraszam na priva...


Drugi wpis…

Oczywiście, że każdy musi znaleźć swój złoty środek... jednak uważam, że problem rodziców tych dwu-trzylatków z "Superniani" często niestety leży w nich samych, a nie w dzieciach...
w jaki sposób twoje dziecko udaje płacz? i skąd masz taką pewność? dziecko może sobie pojękiwać czy popłakiwać, ale wcale nie znaczy to, że udaje. Po prostu nie ma tej świadomości...
A uczenie dziecka nowych rzeczy należy zacząć stopniowo. Dziecko to "biała kartka", na której my, dorośli i doświadczeni ludzie zapisujemy, to co chcemy. Czasem jednak wymagamy od dziecka rzeczy, które dla nas są oczywiste; a dla dziecka już nie.


Trzeci wpis…

Magdanl - dzięki za wsparcie:)
Po urodzeniu, pierwsze trzy miesiące to "czwarty trymestr" ciąży. Dziecko "uczy" się dopiero, że już nie jest w brzuszku, że jest na świecie i musimy zapewnić my maksimum poczucia bezpieczeństwa, bliskości, miłości.
Tak malutkie dzieci naprawdę nie wymuszają na was konkretnych zachowań!!! One potrzebują jak najwięcej poczucia bliskości z mamą... jak najczęściej przytulajcie maluszka gołym ciałkiem do waszego gołego ciałka... naprawdę na naukę samodzielnego zasypiania przyjdzie jeszcze czas! Oczywiście każda zrobi, jak uważa... ja piszę z doświadczenia terapeutycznego rodzin z dziećmi!!! nawet sobie nie zdajecie sprawy jak takie "żelazne zasady" dla takich maluszków negatywnie wpływają na jego psychikę!
Uwielbiam przytulać i kołysać moją córcię! Często biorę ją i noszę na rękach... nie jest to dla mnie żaden problem... Nie ma czegoś takiego, że jak zakwili, to jej nie wezmę... ona nie płacze /tylko wczoraj podczas szczepienia/ może dlatego, że sama staram się zająć nią zanim zacznie?
Jak się obudzi, leży w łóżeczku i ogląda świat... nie przeszkadzam jej w tym... jak zaczyna kwilić, to podchodzę i z nią rozmawiam... potem sama ją biorę na ręce i pokazuję świat, przytulam, całuję... jak ją nakarmię piersią, to czasami sobie razem zasypiamy... ona np. zasypia na moim brzuszku... potem ją przenoszę do łóżeczka, albo zostawiam samą w naszym łóżku... i tak sobie żyjemy... ona nie płacze tylko po to, żeby ją wziąć... może dlatego, że się nią zajmuję? że traktuję ją jak człowieka, który wszystko rozumie /dlatego do niej mówię, opowiadam, czytam, śpiewam, itp.../ a nie jak maleńką istotkę, która tylko płacze, je, śpi?
Ze starszą córką było identycznie. A nie miałam problemów z samodzielnym spaniem, gryzieniem, biciem, itp. Wszystko zależy od tego, jak później podchodzimy do tych spraw... należy uczyć dziecko od początku, ale rozsądnie... jest czas na rozpieszczanie i jest czas na wymaganie... należy to tylko dobrze zastosować. Przychodzi taki moment, że dziecko wie co to znaczy "nie wolno" i wówczas trzeba być konsekwentnym, ale nie dla takich kilkumiesięcznych maluszków! Bo niestety, skutki mogą być odwrotne od zamierzonych! Wy będziecie coraz bardziej sfrustrowane, a maluszki zdenerwowane, a co za tym idzie bardziej płaczliwe, marudne...
Pomyślcie nad tym! Czy stosujecie pewne "zasady" dla dobra dziecka? Jeśli tak, to dla jakiego dobra? Czy może dla własnej wygody? A może z błednego stereotypowego przekonania co do wychowania? Tylko po co!?


I czwarty wpis…

Nie musisz się niczego wstydzić!!! To, że przyznałaś się do własnych i cudzych błędów w wychowaniu, to wyraz najwyższej klasy! To należy tylko podziwiać...
Tak jak wcześniej pisałam, a ty potwierdzasz, że wszelkie problemy w wychowaniu leżą po stronie rodziców a nie dzieci. Są problemami dorosłych, nie dzieci... W końcu to my je wychowujemy, dajemy przykład, a one tylko chłoną wszystko, co my im dajemy. I robią to, na co im pozwalamy; i robią tyle, na ile my im pozwalamy! Nie odwrotnie!!! Często jest jednak odwrotnie i wówczas mamy do czynienia z problemami wychowawczymi...
Gdyby tak, taka Superniania pomagała od początku, to myślę, że nie byłoby późniejszych problemów...
Mam takie wykształcenie jak Superniania, dodatkowo jestem terapeutą i z doświadczenia wiem, że wychowywanie to bardzo trudna sprawa.
Jeśli jednak podchodzimy do tego z miłością, konsekwencją i humorem - to na pewno się uda!!! A jeśli czasami sobie pofolgujemy i złamiemy nasze zasady, to się tym nie przejmujmy... zaczniemy od nowa! Nie ma idealnych rodziców, bo każdy popełnia błędy!
Najważniejsze żebyśmy potrafili się do tego przyznać... a nie udawać, że wszystko jest OK.
Należy również nauczyć się przepraszać własne dzieci za np. niesłuszne posądzenie czy niesprawiedliwe podejście do jakiejś sprawy... Mało kto potrafi przyznać się przed własnym dzieckiem, że popełnił błąd. Ciekawe dlaczego?



 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry