Witam po dłuższym niepisaniu. Czytałam Was w miarę na bieżąco, ale pisać nic nie miałam siły. Dopadło mnie jakieś czarnowidztwo, smuteczki i przerażenie kompletne, że "o matko! ktoś tego dzidziusia musi urodzić i jak znam życie to padnie na mnie". Do tego wszystkiego doszło to, że pierwszy raz spędzałam Święta z daleka od domu i rodziny (u teściów), a Sylwestra w domu, przysypiając tuż przed północą. To chyba nie wpłynęło zbyt pozytywnie na moją samoocenę.
Teraz z dnia na dzień jest coraz lepiej. Dzieciątko zaczęło kopać wyraźnie i bardzo mnie cieszy, że robi to głównie w dzień, a w nocy jest cisza i spokój (łudzę się nadzieją, że może tak zostanie). Dziś obudziło mnie Maleństwo, bo miało tak okrutną czkawkę, że aż mi całym brzuchem rzucało. A jak mój miły usiłuje podsłuchiwać to zazwyczaj dostaje kopa w ucho. Pozdrawiam Was serdecznie:-)