Rosea nie wiem co jeszcze mogę napisać odnośnie Twojej sytuacji...Pisałaś od początku o swojej chorobie...a ja pisząc swojego posta pamiętałam o tym, że nie masz łatwej sytuacji...pamiętałam o tym, że jest bardzo trudna i na pewno wszystko co wokół się dzieje jest niewyobrażalne dla mnie....i że nie znając Ciebie, nie wiem przez co musisz przechodzić każdego dnia...Wszystko opisałaś....i nawet teraz ciężko mi wyobrazić sobie jak ogromny 'bagaż musisz dźwigać' w każdej godzinie swojego życia i teraz życia swojego Maleństwa.
Ale też po tym co przeczytałam czuję jak silną jesteś osobą....jak bardzo mądrą mamą będziesz dla swojego Maleństwa, gdy obejmiesz je w swoich ramionach..i będziesz patrzeć jak rośnie, jakie postępy robi każdego dnia, tygodnia, roku..... Wciąż podpisuję się pod tym co napisałam wczoraj do Ciebie...miomo nakreślenia przez Ciebie tak trudnej sytuacji i Twojego nią wyczerpania.
Potarfisz sobie poradzić z tym wszystkim...myślę, że sporą zasługę ma w tym Twój Mąż. Myślę sobie, że on nigdy by się nie zgodził z Twoimi słowami....w ktróych piszesz, że mógłby mieć normale życie z kimś zdrowym.....i gromadkę dzieci...itd. On spośród miliona wybrał właśnie Ciebie, bo Ciebie kocha....Nie wolno Ci tak o sobie myśleć....takie słowa mogły by go nawet zaboleć... Swoją postawą udowodnił, że dla niego całym światem jesteś Ty...
Życzę Ci dużo nadziei byś znalazła w sobie siłę i wiarę, że zarówno Mąż i jak i Maleństwo są całym światem dla Ciebie.
Rosea, czy Ty jeszcze pracujesz, czy już na stałe jesteś na zwolnieniu?
Jeśli jesteś na zwolnieniu, to zapomnij o pracy i skup się na tym co teraz najważniejsze. Wierzę że sobie poradzisz i odnajdziesz krusznę radości w sobie i z tego, że po mimo tak wielkiej odpowiedzialności...nosisz w sobie swój Skarb.
Przytulam...podziwiam...wierzę...