Piszę ze sporym opóźnieniem spowodowanym przeprowadzką.
marti_w i patili
nie rozumiem waszego zdziwienia, że zdecydowałam się na poleconego przez znajomą lekarza, mimo, że jest prywatny. Nie poszłam do niego tylko dlatego, że jest ordynatorem, ale został mi polecony jako bardzo dobry w swojej dziedzinie fachowiec. Jest to moja pierwsza ciąża, poza tym pisałam Wam, że miałam złe doświadczenia z polskimi lekarzami w Wiedniu.
Osobiście na szczęście nie miałam potrzeby leżeć w austriackim szpitalu, mam doświadczenie tylko z polskiego. Standard w Austrii może jest lepszy, ale patrząc na przykład znajomego, który o mały włos nie stracił życia przez źle przeleczony wyrostek w wiedeńskim szpitalu pokazuje, że partacze są wszędzie. Lekarze po zoperowaniu wyrostka podali mu zły lek, powiedzieli, że wyrostek nie wylał i wysłali go do domu. Gdy wrócił po paru dniach oblany potem, zwijając się z bólu najpierw nie chcieli go przyjąć patrząc jak na symulanta, po czym oceniając wagę sprawy, że wyrostek jednak wylał i nie został odpowiednio przeleczony, nie odchodzili od łóżka patrząc czy jeszcze żyje... A chłopak naprawdę wykształcony i z klasą, nie żaden pijaczyna, wychowany w Niemczech więc perfekt po niemiecku mówi i mimo to tak strasznie został potraktowany. Po tym doświadczeniu nie mógł się nadziwić czemu chcę rodzić w Austrii, a nie w Polsce.
Poza tym to jedna z was pisała o "forach z racji nazwiska". Czyli jednak witamina B działa wszędzie i mimo dobrych standardów można mieć jeszcze lepsze?
A to, że coraz więcej dobrych opinii słyszę o Donauspital bardzo mnie cieszy. Mam nadzieję, że będę miała równie dobre doświadczenia z austriackich szpitali jak Wy.
Wracając do polskich lekarzy... na spotkaniu z położną nie dowiedziałam się na temat Truskolaskiego niczego dobrego...
Pozdrawiam,
Aga