kartagina, micela, właśnie dziekanka jest mi kompletnie nie na rękę. Od października nie będę pracować więc chciałam się przenieść nie tylko do Poznania (aby nie dojeżdżać) ale także na studia dzienne, a nie zaoczne. Uważam, że na jakiejś poznańskiej uczelni dałabym radę chodzić do prawie samego końca na zajęcia. A po porodzie kończenie szkoły i wyjścia na egzaminy nie będą problemem, bo mam mamę lub mojego J który zajmie się dzieckiem. A ja studiuję zaocznie w Szczecinie i przede wszystkim te trzydniowe wyjazdy będą po nowym roku praktycznie niemożliwe. Boję się, że nie skończę tej szkoły bo tam żaden wykładowca nie idzie na rękę i nie ma mowy o indywidualnym umówieniu się na egzamin. Jak pojechałam specjalnie żeby pobrać wpisy to nawet mi mojego indeksu w dziekanacie nie wydali bo coś im w systemie nie pasowało i pani do mnie "niech pani jutro przyjdzie". A u mnie to nie jest kwestia podskoczenia w wolnej chwili na uczelnię, tylko 3 godziny drogi w jedną stronę i cały dzień w pracy wolnego...
Szkoda tracić rok nauki, zabrać papiery i iść na inny kierunek od teraz, albo od lutego. Wolałabym, żeby ten rok był zaliczony i żeby wpisać się gdzieś na drugi rok od razu. Ale wygląda na to, że się nie da.. :/ muszę przemyśleć to jeszcze raz i zobaczymy...
W pracy też kocioł, po 12-13 godzin robimy teraz, a mi ta krew z nosa ciągle leci. Mój J twierdzi, ze to przemęczenie, ale pisałyście mi, że to może być kwestia hormonów
sofi, ja już nie mogę się doczekać, aż powiedzą mi co mam w brzuchu. Mój dziad jeden nie chce ustalać imion dopóki nie poznamy płci więc czekam z niecierpliwością, abym wreszcie mogła zwracać się po imieniu do dzidzi
