No hej dziewczynki, ja wczoraj dzień pełen wrażeń , od rana zakupy ,potem się pożarlam, że swoim ,bo ten chciał iść na mecz a ja tyle prezentów mam jeszcze do kupienia (w tygodniu po 19 to już zmęczona jestem aby latać po sklepach ) chciałam go puścić ,ale chyba za późno się zgodziłam,bo nie pojechał -mówił ,że już i tak nie zdąży (to był ostatni mecz w sezonie ) potem pojechałam znowu na sklepy i myślałam o tym mężu cały czas ,że kurcze mogłam go wcześniej puścić i co ?!i puknelam na parkingu komuś w auto /; mala ryse na zderzaku komus trzasnelam ,no to poszłam do ochrony na monitoring i zostawiłam swój numer jakby ktoś chciał żebym napisała oświadczenie czy coś ... potem wróciłam do domu i popłakałam się ,przeprosilam męża ,że go nie puściłam, to w nagrodę poszedł do kolegów na spotkanie bo organizowali ,ale nie pił -bo Bartuś przez te żeby taki ma katar, że jak zasnął trzeba było co jakiś czas ściągać i miałbyc w gotowości jakbym sobie nie radziła ... no ale posiedzial i wyluzowal się choć trochę ten mój mąż . Takie wczoraj stresy miałam ,że mała dopiero nad ranem dziś się bardziej mi rusza ...