Witam się wieczornie. U mnie dzień pełen roboty. Młodego zawiózłam do kolegi a mamę poprosiłam o pomoc w ogarnieciu kilku worków rózności z domu. I piwnice całą remanent robiła. Układała w regałach, rozkładała z tych worków wszystko. I tak nam od 13 do 18 zeszło. Ja w sumie głównie mówiłam co ma gdzie być a co można wyrzucić. Ale w połowie roboty nagle mnie siły opuściły. Blado, słabo i ogólnie nie dobrze mi się zrobiło. Wystraszyłam się, mama mnie do domu wyłoniła. Położyłam się ale zaraz mąż zaczął panikować co mi jest. Ale poleżałam i przeszło. A teraz tak mnie spojenie boli że wstać nie mogę. Młody u babci śpi znów. mówi że wróci jak remont skończymy. Mąż dogina maluje i pewnie do późna będzie robił bo my takie sowy nocne jesteśmy. Jutro druga strona pokoju.
Jak dobrze że mam tą moja mamę. Tyle mi pomaga i jeszcze dzieckiem się zajmuje i obiady od wczoraj na wynos tylko daje. I dziś mi pranie zabrała odda mówiła zaprasowane jak zawsze. Kochana jest.