Cholera, niepotrzebnie ruszałam się z domu. M chciał mnie podwieźć na zajęcia, a tu dupa, staliśmy w korku. W połowie wysiadłam i poszłam na tramwaj do domu, bo bym dojechała w połowie zajęć

Jeszcze dziś jakiegoś nerwa dostałam, chyba związany z wiciem gniazda, bo się zaczęłam na M wyżywać, że nic nie mamy, a jego nic nie interesuje i że w domu bałagan, bo robią i robią ten remont, a do 10 grudnia miały już stać meble...
Także teraz mi smutno, bo mogłam z nim spędzić wreszcie kilka godzin, go opierdalałam. Teraz to go zobaczę dopiero w sobotę rano, bo znowu się będziemy mijać.

U nas taki mróz, że myślałam, że mi twarz odpadnie z zimna, usta mi strasznie spierzchły, pewnie mi w nocy popękają

Brzuszek nadal twardy, no-spa nic nie pomogła, a tymi nerwami, to sobie pewnie jeszcze zaszkodziłam. Uspokoiłam się dopiero jak dziecko zaczęło fikać jak szalone, biedactwo, też się musiało zdenerwować.:-(
Bosa, M nic nie wie o murzynku, ale sądzę, że też by nie pogardził
Dziewczyny, mój mały też szaleje na dole, a u góry mam wrażenie, że się główka przesuwa nad pępkiem, więc chyb też sobie zrobił tron z mojego pęcherza i ani myśli obracać się główką do wyjścia. Nie chcę cc
