Melduję się tylko, że żyję, ale co to za życie ;-) Posiedziałam w pracy wczoraj do 22.00 (tylko nie bijcie ciężarówki!!!!), o 6.00 rano byłam już w drodze na spotkania w fabryce kilkadziesiąt kilometrów od Wawy, niedawno wróciłam do biura i mam wszystkiego dość!!!
A wszystko po to, żeby móc całą Wigilię spędzić już w domu i dać zespołowi (i samej sobie ;-)) urlop między świętami a Sylwestrem. Czy ktokolwiek z pracowników docenił tyrającą w imię również ich wypoczynku ciężarówkę (a mówię tylko o docenieniu w formie włożenia jakiegokolwiek nakładu w swoją pracę)? Absolutnie nikt! A myszy będę miała na 100% nasłane, bo w zimnej furii odmówiłam pracownikowi połowy dnia urlopu w dniu dzisiejszym, który miał być w celu zawiezienia ciężarnej żony na zakupy. No żesz @#$%^!@#!!!!! Mógł nie mieć urlopu w Wigilię, mógł nie mieć urlopu między świętami, mogłam nie zasuwać i sama robić wszystko na spokojnie!!! Ale nie - daj palec, to ci urwą rękę! Powiedziałam żeby wysłał żonę taksówką i żeby wzięła faktury na firmę, a zwrócę. I tak nie pasuje. On siedzi skwaszony i mam wrażenie, że na złość nic nie robi, żona dzwoni średnio co 10 minut. ZWARIUJĘ!!!!
Czy ja jestem taką zołzą?