Asco
Fanka BB :)
hej,
witam się i ja weekendowo.
My już po sniadaniu, a Jaś to juz nawet po drugim, właśnie próbuje zasnąć w swoim koszyku, ale coś bardzo samotny się tam czuje i pojękuje, aby go wyciągnąć
Mnie też czeka samotny weekend. Mój eMek własnie wyjeżdża na jakąś konferencje do Savannah, i wróci dopiero w środę w nocy.
Pierwszy raz zostanę z synkiem sama na tak długo, mam nadzieję, ze jakoś sobie poradzimy i nie zwariuję tu, bo pogoda krótko mówiąc do d...y. Wiosny wciąż nie widać.
Mały chyba złapał pierwsze przeziębienie - kicha, prycha, kaszelek a w nosku aż sie gotuje, takie smarki ma, że aż strach. Nie można ich wyciągnąć, bo są strasznie wodniste.
Także weekend nie zapowiada się ciekawie.
Trzymam kciuki, aby u Was było wszystko OK.
Milutku - udanej zabawy Ci życzę
Oluś - aby Małgosia tylko nie złapała tego wiruska
Pinka - ale Ty masz zacięcie, ja to bym juz schudnąć nie chciała, ale przydałoby się ten cellulit zlikwidować i tłuszczyk na mieśnie zamienić, ale tak mi się nie chce ćwiczyć!!!!
witam się i ja weekendowo.
My już po sniadaniu, a Jaś to juz nawet po drugim, właśnie próbuje zasnąć w swoim koszyku, ale coś bardzo samotny się tam czuje i pojękuje, aby go wyciągnąć
Mnie też czeka samotny weekend. Mój eMek własnie wyjeżdża na jakąś konferencje do Savannah, i wróci dopiero w środę w nocy.
Pierwszy raz zostanę z synkiem sama na tak długo, mam nadzieję, ze jakoś sobie poradzimy i nie zwariuję tu, bo pogoda krótko mówiąc do d...y. Wiosny wciąż nie widać.
Mały chyba złapał pierwsze przeziębienie - kicha, prycha, kaszelek a w nosku aż sie gotuje, takie smarki ma, że aż strach. Nie można ich wyciągnąć, bo są strasznie wodniste.
Także weekend nie zapowiada się ciekawie.

Trzymam kciuki, aby u Was było wszystko OK.
Milutku - udanej zabawy Ci życzę
Oluś - aby Małgosia tylko nie złapała tego wiruska
Pinka - ale Ty masz zacięcie, ja to bym juz schudnąć nie chciała, ale przydałoby się ten cellulit zlikwidować i tłuszczyk na mieśnie zamienić, ale tak mi się nie chce ćwiczyć!!!!
wczoraj jeszcze znajomy mi zaczal mieszac,ze moze sie po prostu musi przyzwyczaic do tego nowego, stwierdzilismy z mezem,ze sprobujemy jeszcze troche na tym ar.... wytrwalismy do dzisiaj, w nocy marudzenie, w dzien placz, z kupa problem bo twarda.
padam na twarz potem dopiero przestal plakac i pogugal jeszcze troche w lezaczku i poszedl spacale dopiero jak mu to co nie strawil wyszlo z zoladka...:-( w srode idziemy na sprawdzenie do gp i sie zobaczy co powie czy dalej gaviscon przepisze czy juz bedzie ok...
powodzenia olcia jeszcze raz
trzymam kciuki za pozytywne wieści na następnej wizycie:-)