Dziękuję wszystkim Wam za życzenia i za zrozumienie wczorajszego dołka. Dzisiaj z okazji urodzin M. sprawił mi masę przyjemności i od razu humor lepszy.
Najpierw wybrał się z małą "do pracy", czyli jak się okazało - na zakupy. Ja w tym czasie wybrałam się na zakupy bieliźniane i na parkingu w CH natknęłam się na samochód M.

:-). Pojechaliśmy do tego samego! Miałam zaparkować obok, żeby miał niespodziankę, jak przyjdzie, ale stwierdziłam, że udam, że nie wiem o co chodzi ;-) Gorzej, gdybyśmy wpadli na siebie w jakimś sklepie. Ale sprawnie kupiłam sobie trochę bielizny i wróciłam do domku - M. ze Stellką już był. W którymś momencie przewijał małą i wysłał mnie po krem do jednego z koszy Stellki - zaglądam, a tam prezent!!! Okazało się, że kupił mi sukienkę, którą oglądałam ze 2 tygodnie temu, ale nie kupiłam, bo jakoś mi było szkoda kasy. A sukienka cudna, będzie akurat na chrzest małej i na 2 czekające nas wesela

Ale największy prezent sprawił mi późnym popołudniem. Szykowałam się do wyjścia na ten nasz zaplanowany sushi-wypad, a tu dzwonek do drzwi. W tym momencie M. mrugnął do mnie i pyta, czy dam się porwać na randkę. Ja w drodze do drzwi zaczęłam się śmiać, że coś za późno pyta, skoro ja już gotowa do wyjścia. Otwieram drzwi, a tam teściowa!!! Nogi się pode mną ugięły i już się wściekłam, a tu M. wypala: Niespodzianka!! My wychodzimy, a mama popilnuje Stellki.
Szok, że teściowa się zgodziła, szok, że M. wpadł na taki pomysł i cuuuudna randka z mężem. Odpoczęłam psychicznie i naładowałam akumulatory. Już się nie śmiem fochować na męża. KOCHANY JEST!!!
tulipek, jak ja rozumiem Twoje bóle i smutki.! Przytulam, bo więcej zrobić nie mogę. Będą też dobre dni. Musimy w to wierzyć!!!
milutek, Ty to mocną masz głowę! Ja piersią już nie karmię, ale jakoś alkoholu jeszcze nie piłam i podejrzewam, że po takiej ilości wesele zaliczyłabym pod stołem

.