ola.80 - dzięki za miłe powitanie :-)
Ubawiła mnie twoja Gosia obcałowująca babcię po rękach. A na przedszkole jeszcze ma czas. Skoro niegotowa, to nie ma co traumatyzować dziecka.
patris - o walce z odpieluchowaniem to ja bym mogła książkę napisać. I nie byłaby to komedia, tylko raczej horror. Nawet gadać mi się nie chce na ten temat. Ale współczuję i w bólu się łączę.
Co do pracy, to zdradzę ci coś

- ja dla kasy pracuję. Ja bym naprawdę świetnie się odnalazła jako tradycyjna żona jak za dawnych lat, wychowująca dziecko i prowadząca cudowny, ciepły dom. A żeby się trochę zrealizować, to pisałabym do jakiegoś portalu czy gazety. I książkę bym napisała wreszcie!
No ale jest tak, że pracować muszę. Tzn. na upartego mogłabym nie pracować, ale poziom życia by mi nie odpowiadał, albo M. musiałby się zatyrać. A tak to nie chcę. No a skoro już muszę pracować, to chcę jakoś porządniej zarabiać. W sumie nawet muszę, bo niania sporo kosztuje i bez sensu pracować tylko po to, żeby starczyło na zapłacenie obcej kobiecie za opiekę nad własnym dzieckiem. No i tym sposobem niestety - jestem skazana na harówkę i długie godziny. Nie wiem, może powinnam priorytety przemyśleć?
krowkabordo a jaką sobie to herbatkę zapodałaś? Bo jeżeli gotowiec imbirowy z torebki, to możesz sobie pięty tym natrzeć co najwyżej. Trzeba kupić świeży korzeń imbiru, pokroić w takie cieniuteńkie plasterki i dodać bardzo dużo do herbaty (ale nie wrzącej, tylko mocno ciepłej) - możesz jeszcze łyżeczką pougniatać ten imbir, to soku więcej puści. I dodaj dużo soku cytrynowego. Generalnie ta herbatka powinna aż w język piec. Ja rano robiłam sobie cały termos takiego specyfiku i towarzyszył mi przez cały dzień. Jedyne, co mnie chociaż trochę ratowało, a wyobraź sobie, że przepiowałam caluteńką ciążę, do ostatniego dnia.
malina, a to wy z Jaśkiem w ramach solidarności razem rzygacie
A poza ty matko! laski, sterana jestem jak koń po westernie. Jeszcze w życiu nie miałam tak kompleksowych badań wstępnych, zajrzeli mi chyba wszędzie, gdzie się dało i gdzie się nie dało też

Zaliczyłam 4 Luxmedy w jeden dzień, a każdy w innej części Warszawy. Cały dzień w samochodzie, albo w gabinetach lekarskich. Ale powiem Wam, że jednak kilka miesięcy w domu miało swoje zalety dla zdrowia: ciśnienie wróciło mi do poziomu ze studiów (a potrafiło już mi baaardzo skakać), ekg serca super (a łapałam już arytmię i częstoskurcz komorowy), wyniki badań krwi bardzo dobre.
To teraz do pracy zepsuć sobie znowu zdrowie ;-)
Ale jest mi chociaż kulinarnie dobrze, bo zjedliśmy z M. po mega steku. Kupiłam steki rib eye z wołowiny dojrzewającej i na próbę pierwszą krzyżową z normalnej wołowiny, bo ponoć dobra na steki. I jednak taka zwyczajna wołowina na steki się nie nadaje. Gruby plaster, taki na 3 cm, przyrządzony wg. wszelkich prawideł sztuki, mięso różowe jeszcze i leciuteńko krwiste, powinno być mięciutkie, a wyszło twarde jak podeszwa. Za to z wołowiny dojrzewającej bajka, tylko niestety za droga trochę. Ale raz na jakiś czas można zaszaleć i sprawić sobie kulinarną przyjemność, a co. A w robieniu steków jestem już prawdziwym ekspertem :-)