Powoli dochodzę do siebie po wyjeździe. Na Mazurach miałam niezłego powera, dostałam ksywkę Króliczek (nie od Playboya, ale od baterii Duracella ;-)). Zmęczenie wyszło wczoraj, bo w piątek i sobotę ratowałam się wieczorami no-spą, jak brzuszek zaczynał ciągnąć. Ale wszystko ma swoje granice - wczoraj o 20.00 już leżałam w łóżeczku.
Z ciekawostek, na Mazurach zaliczyłam też najlepszy komplement ciążowy ever! Wrrrrr!
Żona kolegi prezesa, widzi mnie pierwszy raz na oczy (jej męża już znam).
Prezes (klepie mnie po brzuszku niczym dumny tatuś - na dziadka za młody): Firma nam się powiększa!
Ona: A który miesiąc?
Ja: Właśnie kończę czwarty.
Ona: Oooo, nie powiedziałabym. Wyglądasz grubo na co najmniej szósty.
Ja: oszołomiona. Nie wiem czy dziękować, czy w mordę lać.
A Marcóweczki nadal piszą i piszą ;-) Ja już troszkę nadrobiłam, ale nie wszystko, bo w pracy jestem i nie daje rady się tak skupić. Na dodatek pozapominałam, co miałam której powiedzieć :-( Dziurawa głowa jestem i tyle!
Ale:
Harsharani - zdecydowanie pierwsza sukienka!!!! Uwielbiam taki grecki styl. A dekoltem się nie przejmuj, bo ze zdjęć kojarzę, że masz co do niego "włożyć", to będzie pięknie. Podkreślisz ten "atut", to odwrócisz trochę uwagę od brzuszka. Chyba, że akurat brzuszkiem zamierzasz szpanować ;-)
A fryzura boska! Twojej długości włosów do tego nie starczy raczej, ale od czego są dopinki na klipso-grzebyczki np. Nie widać, że coś dopinane, a super objętość dają i jak trzeba - długość też. Polecam, wypróbowałam.
Scarletka - dobrze, że się jakoś poukładało z przedszkolem. Ale rękę na pulsie trzeba trzymać zawsze.
Cliffordek - nie ma za co dziękować, bo Tobie za długość postów wiele nieobecności wybaczone być może ;-)
Koncia - po tych Włochach moich to ja mogę wrzucić zdjęcia. Z targów branżowych ;-) Jeszcze w życiu na wyjeździe służbowym niczego nie zwiedziłam, zawsze jazda bez trzymanki.
No i pięknie! Oderwali mnie w robocie od pisania posta na godzinę i zapomniałam, co której miałam jeszcze powiedzieć.
Pamiętam tylko, że Katjusza kicha i mam nadzieję, że nie ma kotów. Bo szkoda zwierzów, by zestresowane były. Ale Katjuszy szkoda jeszcze bardziej, bo nam baba wyzdrowieć nie chce!