OBIAD:
podjechały moje anioły gastronomiczne punktualnie 15 minut przed zapowiadanym czasem obiadu ;-)
cóż zaserwowały mi te niewisty? otóż dziewczęta moje kochane nasz szpital nie dba tylko o strawę dla ciała ale i dla ducha. Podając obiad dwu daniowy można jednocześnie delektowac sie niepowtarzalną kuchnią szpitalną i cwiczyc umysł. A oto co proponuje miejscowy psycholog:
I danie:
zupa pomidorowa (info z tablicy informacyjnej) zabawa polega na wyczuciu w zupie chocby pozmaku pomidorów oraz złowieniu co najmniej 3 zairenek ryżu w każdej łyżce ( z uwagi na ograniczoną ilośc zupy można miec najwyżej 15 podejśc)
II danie:
ziemniak (słownie jeden - ale bez soli nie podchodź) umaczany w mazi zwanej sosem
mięsiwo (wielkośc nie przekraczająca plastra ogórka) i tutaj zagadka dla żądnych wiedzy pacjentów: zgadnij z jakich tworzyw powsatło owo mięsiwo (podpowiedź : prosze nie brac pod uwage mies pochodzenia zwirzecego)
sałatka - hmm ścieślej rzecz ujmując - pół liścia sałaty skropionego czymś co zapewne miało byc śmietaną (założe sie że substancję śmietano podobną otrzymali z rozcieńczenia serka białego ze śniadania) I tu zagadka matematyczna: ile kobiet na oddziale musiało oddac niezjedzony swój ser biały ze śniadania aby starczyło na zrobienie wyrobu śmietanopodobnego dla całego oddziału ginekologii i patologii ciąży?
III danie tzw deser:
lody waniliowe z owocami w bitej śmietanie, rurki z kremem i deser bananowy na podwieczorek.... czyli reasumując co tylko sobie pacjent wymarzy bo w realu nie ma co na deser czy podwieczorek liczyc....
Biorąc od moich aniołów obiad zapytałam co mam zrobic z talerzem który dostałam na śniadanie? czy mam oddac im czy odnieśc w jakieś specjalne miejsce?
odpowiedź:
"niech se umyje i zostawi , bedzie miała na kolacje w sam raz" 
szok

Jak mi poradzono tak tez zrobiłam umyam wszytkie talerze i te ze śniadania (haha mojego serka nie dostały - spłukałam go do zlewu) i te z obiadu. Oczywiście nie trzeba nadmieniac, iż nawet nie pytały o sztucce - bo to takie oczywiste że jak człowiek do szpitala sie pakuje to bierze papcie, piżamę, papier toaletowy i sztusce (JEZU

) I leżałam sobie zadowolona z siebie po "sowitym" obiedzie gdy tu nagle wpada piguła:
piguła: oddała talerze po obiedzie?
ja: yy, nie . Umyłam i poożyłam o tu na oknie
piguła: no Jezu ja juz drugi raz z wózkiem jade i bieram !! A gdzie je myła?
ja: no w łazience (a gdzioe qwa miałam myś jak nawet nie wiem gdzie cholerną kuchnię znaleźc)
piguła (czerwona z wściekłości):
w łazience?!!! NIE WOLNO! ile razy mam mówic... rury sie tłuszczą i potem jak sie łazienke myje to trza proszkiem szorowac! Jakby sama raz umyła to by zobaczyła!
Wiec sie nie dziwcie moje drogie że po takiej traumie musiałam dojśc do siebie i troszu mi zajęło opisanie dzisiejszego obiadu