Witajcie
W końcu u siebie.... niby byłam u rodziców, wiec jakby nie patrzyć też u siebie, ale te lata mieszkania samemu spowodowały, że czułam sie jak gość

nie gotowałam, nie sprzatałam ... normalnie wakacje


Pogoda niestety sie nie udała, wiec jaka biała pojechałam, taka biała wróciłam :/:/ Filipo tam tak udoskonalił chodzenie, że teraz jestem mu już prawie nie potrzebna ( no może jeszcze do nakarmienia i zmany pieluchy sie przydaje) poza tym idzie gdzie chce, bierze co chce....
Dopiero co wyszła mu dolna dwójka, a już przebija sie czwórka i to chyba nie jedna, wiec zęby troche dają popalić, ale jako tako to znosi.
Ja po mału wracam do codziennego rytmu dnia, bo tam troszke nam sie rozregulował.
Na teraz to tyle bo moja Gadzina sie budzi... mam nadzieje, że u Was wszystko w porządku
