Tak na szybko jak to było, bo nic nie zapowiadało. :-)
Od 20 miałam nieregularne skurcze. O 2:50 obudziły mnie już mocniejsze i co 3 minuty. Trochę odczekałam, obudziłam A., zadzwoniłam po mamę, do Tymka. O 5:30 zostałam przyjęta na oddział, rozwarcie na 4 cm, zaraz na 5 i 6... O 9:40 odeszły mi wody, 15 minut potem pełne rozwarcie. 10:10 przyszedł na świat Emil. Lekko pekłam, ale nic mnie nie boli. Normalnie chodzę, wszystko robię, każdy się dziwi.
Mały cały czas śpi, ma ciemne włoski, jest śliczny i póki co grzeczny. Karmię piersią, łapie bez problemu, ładnie ssie, a mnie nic nie boli. oby tak cały czas...
Wychodzi niestety zoltaczka, smutno mi na sama myśl o dodatkowych dniach w szpitalu, tak tęsknię za Tymusiem...
