Witajcie
No to i ja Wam opiszę jak to u mnie wygladał poród.
W piątek 3 nocy przebudziłam się bo poczułam jak mi się robi mokro, idę do łazienki myśląc że to troszkę więcej popuściłam moczu a tu w drodze do łóżka znowu troszkę poleciało. No i wtedy serce zaczeło mi walić zaczełam chodzic w kółko nie wieżąc że to już się zaczyna. Po chwili doszłam do siebie i poszłam spokojnie pod prysznic.Potem obudziłam męża, słowami "kochanie rodzimy", i też na spokojnie prysznic i szykowanie kanapek. Po godzinie zadzwoniłam do szpitala że sączą mi się wody ale nie mam skurczy czy juz jechać, położna powiedziała że mozna powoli się zbierać. Na miejscu okazało się że nie ma jeszcze żadnego rozwarcia. Po 3 zastrzykach na wywołanie skurczów i braku efektu podłączono mi kroplówkę. I tak z tą kroplówką praktycznie od 9 do 20. Skurcze się oczywiście zaczeły ale rozwarcia brak. I tu masaz szyjki-koszmar. Strasznie wolno te rozwarcie zaczeło się pojawiać. I te bóle przez tyle godzin, więc poprosiłam o zzo. Ja co chwilę podłączona do ktg bo przy kroplówce tetno malemu spadało, a po odłaczeniu kroplówki kończyły się skurcze. Po tylu godzinach tzn. o 21 pojawiło się na 10 palców, każą przeć a tu nic główka nie chce schodzić, mówią że nie dam rady.Przeszłam na worek sako a tu tętno spadło strasznie i chlup zielone wody i akcja biegiem na salę operacyjną. Do tego momentu mój kochany mąż byl cały czas przy mnie, wspierał ogromnie pomagał oddychać. Jadąc na blok operacyjny płakałam martwiąc się o maleństwo.Uspali mnie. Po wtbudzeniu jak się dowiedzialam że z synusiem wszystko w porządku, że dostał 10pkt byłam wdzięczna całemu światu. Po północy przewieziono mnie na salę pooperacyjną, przyszła siostra i powiedziała że ża chwilkę przyniosą mi małego. Ta chwila ciągneła sie w nieskonczoność aż o czwartej położono mi na piersi moją kruszynę. Z łóżka wstałam po ok 10 godzinach od przebudzenia i pod prysznic. Ból dla mnie był potworny ale trzeba się było pozbierać dla swjego skarba. Do domu wypuszczono nas po trzech dniach. Teraz uczymy się siebie. Cieszymy maleństwem. Poród trwał 18 godzin. Leżącz w szpitalu pomyślałam sobie o Aneta23, która cierpiała jeszcze bardziej.
Kochane bądźcie dzielne - dacie radę!
Clue dla mnie cesarka nie była taka straszna, może dlatego że spałam. Najgorsze dla mnie to dochodzenie do siebie, rana boli jak cholera:-(