nasz poród tak jak wiecie był zaplanowany

.
W piatek pojechałam do szpitala na kontrole i tak miałam wysokie cisnienie krwi, że mnie nie chcieli stamtąd wypuścic. Spędziłam na oddziale dzinnym jakieś trzy godziny. Przyszedł doktorek zbadał mnie ( ha zapytał czy kiedys byłam wewnetrznie badana, znaczy w środku). Zaskoczył mnie tym pytaniem. Powiedziałam mu że to w Polsce standart, a on nie do końca zrozumiał dlaczego.
Zbadał mnie i powiedział, że wg niego powinnismy wywołac poród, bo fizycznie jesteśy gotowi, a zwlekanie może spowodowac rozwinięcie stanu przed rzucawkowego, a raczej jego ostre pojawienie sie.
Powiedział by przyjśc nastepnego dnia rano okazało sie, ze dla niego rano to np.miedzy 6-a 7.
Zabrałam Bartosza do knajpy na kolacje i powiedziałam mu, że jutro to juz będziemy w szpitalu i będziemy rodzic.

Jaka miał mine. Zaniemóił i tak dochodził do siebie przez dobrych kilka momentow
Mi osobiscie decyzja doktorka przyniosla ulge i byłam nastawiona pozytywnie.
Następnego dnia rano o 6 bylismy juz w szpitalu. Znowu badania,KTG w kilku pozycjach, bo Roch zasnął i chcieli zobaczyc jaki on jest kiedy nie spi,cisnienie itp.itd.Okazało sie jednak, że na prodówce tłok,wiec ze wzgledow bezpieczenstwa na razie nie beda wywoływac akcji porodowej. Mielismy czekac.
Czekalismy do 16. Wtedy stweirdzono,że czas najwyzszy. Zaaplikowali zel.Od tamtego momentu sprawy toczyły sie dosc szybko.Najpierw słabe skurcze i a poźniej coraz silniejsze.
KOło 21 skurcze tak mi dokuczały, że po prostu przeniesiono nas na porodówke, do pokoju jednoosobowego gdzie były z nami dwie położne.
Całkiem przyjemne

pomijając skurcze.
Najpierw przynios ulg gaz i siedzenie na piłce. Dla mnie to rewelacja

Chcieliśmy nadal rodzic w wodzie, wiec nie było mowy o innym znieczuleniu.
Ciśnienie mierzono mi co 15 minut. Wszystko szło całkiem nieźle, aż mi właśnie ciśnienie krwi sie podniosło.

Przyszedł doktorek i powiedział, że nici z wodnego porodu. To wtdy ja już bez oporu zapytałam o znieczuenie i pan zaprowponował epidural, czyli zdaje się ze zzo. Spoko super. Dzieki temu skurcze znikneły, a akcja porodowa pomyślnie trwała dalej. Do 9cm rozwarcia.
I tu zaczęły sie problemy

. Na ten jeden centymetr łacznie czekalismy 6 godzin. Po 4 h czekania pni doktor powiedziała, że czekamy jeszcze 2 h a jak mały sie nie przsunie z powortem (wycofał sie troche i przesuna główkę dziwnie) i jak nie bedzie rozwarcia do 10 cm, to bedzie cesarka.
Po dwóch godzinach okazało się, że nadal jesteśmy na 9cm.
Przyszykowali nas szybko, zawieźli na alę operaceyjna i juz Roch super szybko był na świecie..
Mimo tego, ze to była cesarka adal to był poród rodzinny

. bartosz był na sali operacyjnej (nawet nakręcił film

), wpierał itd. I to własnie on jako pierwszy trzymał Rocha w ramionach.
Poród mimo bólu wspominam pozytywnie. Myślę, że to dzieki połoznym i lekarzomi ich nastawieniu do nas. Było naprawde przyjemnie, aż sama się dziwię. Dostałam od nich bardzo dużo wsparcia i Bartosztez, bo np. chodziły i robiły mu herbatki, a poza tym to sobie rozmawialiśmy ow szystkim i o niczym ...o życiu.
Pozdrawiam