Bobo, dzieki ja tez mam masc i m dzielnie smaruje

dlugo to mialas? M twierdzi, ze zamieniam sie w Fione ze Shreka i zaczynan od stop
Bietka, pojechalam na ip do sw.zofii bo mialam krwawy sluz. Tam 3h czekania, bo mialam czysta wkladke i polozna uznala,ze moge poczekac. W badaniu 1cm rozwarcia, krwawienie plus odejscie czopa lub czopu
Telefon na patologie, przyjeli mnie na ostatnie wolne miejsce. Tam zalozyli mi wenflon, poszlam siku i zaczelo sie ze mnie lac. Polozna sprawdzila tym plynem,ze to wody. Zero bolu brzucha, tylko piekielny bol plecow. Znowu mnie zbadali, a ja w miedzyczasie jeczalam, ze nie zdazylam zalatwic dokumentow,zeby miec cc. Na szczescie tyle tam lezalam, ze znali moj przypadek, kazali dzwonic po m i na stol. Jak wjechalam na sale operacyjna dostalam drgawek ze strachu. Przyszla anastazjolg i mi gada,zebym sie nie trzesla, bo musi sie wbic, na co ja trzeslam sie jeszcze bardziej. Kazali sie szybko klasc, w tym czasie ubrali m, zaslonili brzuch, m mnie trzymal za reke, cialo mialam od pasa sztywne, wiec trzesly mi sie rece i zeby. Potem to nieprzyjemne uczucie wyrywania i krzyk Zosi, poryczlam sie. Zawolali m,zeby byl przy badaniu, przyszedl i lamiacym glosem powiedzial,ze jest piekna. Lekarz powiedzial,ze bardzo duza i ze to wg om powinna miec wiek (36tc), a nie wg pierwszego usg (34). Smial sie,ze taka ciezka na tym etapie, to pewnie w 40tc bylaby olbrzymia. Zabrali ja na obserwacje, kazali m sie pozegnac i jechac z nimi. Ja trafilam na pooperacyjna, ciagle sie trzeslam, nakrywali mnie kocami, a to byl chyba stres. Lezalam tam 10h, nikt nie mogl wchodzic, przywiezli mi Zosie na godzine. Potem zabrali mnie na polozniczy, przyszedl m i przywiezli Zosie i tak juz zostala

reszta historii jest oczywista jak to w szpitalu
Nadal nie mam pokarmu, ale ciagle walcze. M bardzo pomaga, jak druga matka. Karmienie co 3, ale wczesniej dostawiam, a potem stymuluje laktatorem wiec przerwy sa krotkie.