Ja tym razę sie poskarżę na mojego Darka....wczoraj bylismy na grillu u znajomych,pogoda nie dopisała,było zimno i padało...on ma jeszcze dom w budowie i takie polowe warunki mieliśmy. Chłopaki nastawili sie na picie...no i dali sobie równo,nie żałowali i nawet powiem szczerze że do pewnego czasu miałam z nich niezły ubaw! Tyle,że około 23ciej już sracili kontrolę...tylko dziewczyny nie piły...Mój Darek zaliczył tzw zgon,był wręcz nieprzytomny! Chyba z godzinę zajęło nam z jego bratem i jego dziewczyną zaciągnięcie go do auta,wcześniej ja czekałam a oni rozwozili wszystkich nietrzeźwych po całym mieście do domów a mnie coraz bardziej brał wkur...
i zaczynał brzuch boleć...W samochodzie dostałam silnych skurczy,zaczęlam płakać i chcieli mnie zawieźć do szpitala,ale ja bardziej byłam wściekła i w końcu pojechalismy do domu...spałam oczywiście oddzielnie,ale rano mój mąż jeszcze na gazie zaczął mnie przepraszać i obiecywać,że to ostatni raz...najbardziej zabolało mnie to że wogóle stracił nad sobą kontrolę,nie obchodziło go,że powiiniśmy trochę szybciej wrócic do domu ze względu na mój stan...gdyby cos się zaczęło dziać,to Darek nawet nie miał by pojęcia,że rodzę...baaardzo jestem na niego zła,teraz zdycha w łóżku z kacem,ale wcale mi go nie szkoda!