Mialam dzisiaj okropną noc:Antosiowi przemókł pampers i miał mokre ubranko(jak zwykle z reszta) i musialam go przebrac.Oczywiscie placz i lament.potm sie przebudzil i nie spal i tak sie krecil miedzy cysiem a drugim bokiem chyba przez godzine.W koncu oba cysie tak mnie bolaly,no bo kto wytrzyma ciagniecie non stop przez godzine?,ze postanowilam sie odwrocic od niego i udawac,ze spie.Na poczatku troche sie pokrecil,ale bylo ok,ale po jakiejs 1/2h zaczal sie płacz,bo juz byl zmeczony i chcial cysia,zeby zasnac,a ja nie chcialam mu dac.Bylo mi tak przykro jak on glowa sie we mnie wtulal i plakal,ale bylam twarda.Glaskalam go i mu nucilam do spania i po kolejnych 30 min usnal- byla 3 rano i spal do ok 8.00.do tej pory dostal cysia tylko raz,jak wychodzilismy na dwor,zeby nie plakal.teraz dostal zupke,wiec mam troszke spokoju.postanowilam,ze mu dam tylko w ostatecznosci.najgorszy bedzie wieczor,bo po kaszce i kapaniu,zawsze cysiem poprawia i z cysiem w buzi zasnie,a ja mu nie bede chciala dac.
pewnie pare nocy bedzie zarwanych,ale trudno,dam mu tylko jak stwierdze,ze jest glodny,a jesli sie wybudzi i bedzie chcial,zeby zasnac to trudno,przemeczymy sie.
teraz pytanie do was:czy ktoras tez to przechodzila?
karmienie jest cudowne,ale rozstanie z nim to okropne przejscie..........