larkaa rzeczywiście z Twojego opisu wynika, że nie każdego zalewa fala błogostanu po tym, jak zdoła wyprzeć dziecię na świat i kiedy mu je ułożą na piersi. Mama też mówiła mi, że przy pierwszym porodzie była tak wykończona, że chciała po prostu żeby jej wszyscy dali święty spokój, o żadnej pompatycznej euforii mowy nie było -no ale co człowiek, to inne odczucia. Mnie teraz łzy wzruszenia napływają do oczu na samą myśl o chwili, w której dowiem się, że cała i zdrowa kruszynka jest już ze mną i mogę pierwszy raz ją zobaczyć w całej okazałości. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że te moje wyobrażenia mogą doprowadzić do brutalnych odczuć na skutek ich kolizji z rzeczywistością. Zobaczymy. Najważniejsze, że masz to już za sobą, byłaś bardzo dzielna -co zresztą wiesz i bez moich spostrzeżeń. Grunt, że teraz jesteś zakochana w maleństwie. Życzę Ci, by złe wrażenia jak najszybciej zatarł czas. Póki co wracaj do formy możliwie szybciutko i zaglądaj tu do nas! Powodzenia!
jezyk z tego, co Ty opisujesz wniosek taki, że nie warto cieszyć się zawczasu szybko postępującą akcją, bo jak widać, wszystko może zwolnić tempo w najmniej pożądanym i spodziewanym momencie! Na szczęście i Ty dzielnie sobie poradziłaś, choć nacierpiałaś się pewnie niemało.
Mam nadzieję, że i Tobie czas podziała kojąco na wspomnienia! Powodzenia z maleństwem jeszcze raz! No i super, że nie trzeba Cię było zszywać !
