reklama

Opisy naszych porodów

reklama
Mam chwilke wiec opisze moj poród...

W poniedziałek 16.02 bylam na ostatniej wizycie u lekarza w szpitalu. Powiedział ze mam rozwarcie na 3cm poczym zrobił masaz szyjki (jak ładnie to brzmi ,,masaz szyjki'' :baffled:) i powiekszył rozwarcie do 4cm. Po powrocie do domu zaczely sie skurcze ale takie znosne i krwawienie. Wieczorem pojechalismy do szpitala i juz tam zostalam. Cała noc kazali skakac na pilce i duzo chodzic. Wtorek -nic sie nie dzieje. Nie ma miejsca na porodówce CZEKAMY. Przed północa zwolnilo sie łozko O 24 przebili mi wody ale rozwarcie dalej na 3-4 cm dali mi oxy. Zaczelo bardzo bolec i tu kolejny problem cisnienie 170/100 przez 2 godz zaczeli je zbijac wlewajac we mnie rozne leki. Po 5 godz podali mi znieczulenie w kregosłup który i tak działał tylko na jedna strone mojego ciala :crazy: Po 10 godzinach porodu rozwarcie na 8cm radosc ze jeszcze tylko 2 i zaczne przec. Przyszedł lekarz zbadał zrobil masaz szyjki i powiedzial ze czekamy co bedzie dalej. Przez kolejne 4 godziny rozwarcie sie nie powiekszylo a i malutkiej puls zaczal skakac. Po 15 godzinach zrobili cesarke. Daria sie urodziła 18.02 o 15:10 wazyła 3550 i 52 cm dostała 9 pkt ze wzgledu na sine raczki i stopki ale na drugi dzien wszystko wróciło do normy :blink:Mój M jest w 7 niebie bo po cichutku marzył o córeczce ona jest jego oczkiem w głowce :tak:moim zreszta tez :tak:
 
mam chwilke czasu wiec sprobuje opisac moj porod:

a wiec obudzil mnie w niedziele o 6 rano tepy bol zaczynajacy sie od krzyza i idacy w strone podbrzusza.myslalam ze to tylko tak ale po 5 min sie powtorzyl. wstalam wiec z lozka bo jakos zle mi bylo lezec z mysla ze i tak to falszywy alarm bo przeciez do terminu zostal mi tydzien i pomyslalam ze na wszelki wypadek umyje sobie wlozy bo jak w niedziele mozna chodzic nieuczesana :sorry2:. w miedzyczasie pozmywalam po walentynkowej kolacji i na spokojnie zaczelam liczyc tak naprawde skurcze. stawaly sie one byc bardziej dokuczliwe i po wysuszeniu wlosow obudzilam meza aby mi przygotowal goraca kapiel sprawdzic czy mi po niej przejdzie. skurcze jednak nie ustepowaly-wrecz przeciwnie stawaly sie czestsze i maz siedzac z komorka w reku odliczal mi czas pomiedzy skurczami i byly juz co 3 min. zadzwonilismy do szpitala o 7 rano z pytaniem czy mamy jechac czy jeszcze zaczekac.polozna wypytala sie o wszystko i kazala nam przyjezdzac bo sa one juz bardzo czesto. dobrze ze na noc dzien wczesniej zostawilismy Zuzie u mojej siostry na noc wiec wzielam jej tylko ubranka na przebranie i na spokojnie jadac do szpitala po drodze wstapilismy z laszkami do mojej sis.szczerze mowiac nie dochodzilo do nas to ze raczej zaczynamy rodzic. po dotarciu do szpitala ok 7.30 trafilismy na zmiane poloznych i dopiero ok 8 rano mialam pierwsze badanie ( nie liczac wczesniejszych pomiarow cisnienia i tetna dziecka) i rozwarcie na 4cm. z kazda minuta skurcze stawaly sie bardziej bolesne i dluzsze wiec poprosilam o znieczulenie ale jakos polozna tak sie ociagala i gdzies wychodzila z sali ze w koncu nie zdazyla mi je dac bo ok 8.30 zaczelam miec parte.przy kazdym skurczu maz masowal mi plecy usmiezajac mi bol.jak wrocila polozna i zobaczyla ze mam juz skurcze parte zaczela latac i przygotowywac sie do porodu i w ostatnia chwile przyniosla pufe taka z kuleczkami styropianowymi polozyla ja przy mezu ktory siedzial na krzesle i kazala mi na nia ukleknac opierajac sie o meza. ledwo zdazylam na nie usiasc i zlapal mnie taki skurcz ze od razu wyparlam Majeczke i poczulam straszna ulge. uffff udalo sie .o 8.40 urodzila sie Maja.
powiem Wam ze ten porod wspominam duzo lepiej. o wiele lepiej sie mi rodzilo niz na lezaco wiec jak bedziecie mogly wybierac pozycje do rodzenia to chyba kazda inna bedzie lepsza od parcia na lezaco.
peklam tylko troszeczke wiec nawet mnie nie zszywali. jak po paru godzinach poszlam pod prysznic to po nim tak rewelacyjnie sie czulam jakbym w ogole nie rodzila tego samego dnia. po poludniu od razu nas wypisali do domku.
na dzien dzisiejszy juz wszystko mi sie zagoilo i pozostaly tylko lekkie plamienia.

Larkaa dzielna babka z Ciebie
Ardzesh swietnie sie czytalo twoj opis

i w ogole to SILNE Z NAS BABECZKI
 
magdus1983 o jejku!!!!!!!!! Ty to sie dopiero nacierpiałas!!!! straaasznie długo Cie meczyli. Dobrze, że juz wszystko w porządku.

Zuzia24 Ty za to miałaś super porod. Tylko pozazdrościc :) i o dziwo jak szybko Was wypuscili ze szpitala :)
 
No to może w skrócie ja:tak:
W poniedziałek 16stego, jak wiecie miałam wizytę u gina..dostałam skierowanie do szpitala, bo to już 42 tydzień..no i rozwarcie na 5cm..ginka napisała jeszcze na skierowaniu, że wysokie ciśnienie 170/120..ale mnie uspokoiła, że takie ciśnienie to ze względu na skurcze..więc ok pojechaliśmy z mężem na ip, gdzie spędziliśmy całe popołudnie czekając na swoją kolej...w końcu lekarz przyszedł..jakoś niezbyt interesowało go to, że tyle po terminie i że takie rozwarcie..on uparł się na moje ciśnienie:wściekła/y: i tylko z tego względu skierował mnie na..porodówkę:-D:-D:-D byłam przekonana, że na patologii wyląduję, ale nie..położna dała mężowi "strój" no i windą na pierwsze pięterko:tak: położyli mnie na sali porodowej podłączyli pod ktg..i co 15minut ciśnienie mierzyli:sorry2: w sali obok akurat rodziła kobieta..tak niemiłosiernie się darła, że myślałam, że tam zwariuję..ale jak położna kazała jej przeć i za chwilę usłyszałam płacz dziecka to tak się poryczałam, że szok..mąż nie mógł mnie uspokoić:-ppo jakiś dwóch godzinach przyszedł doktor..i że nic się u mnie nie działo..skurczy zero..to na patologię:-(byłam wściekła jak nic..ale nic do gadania nie miałam więc poszłam..we wtorek rano ktg wykazało, że akcja tętna płodu spada czasem poniżej 120..ale nie dużo..było 116, 112..przyszedł do mnie lekarz..zobił jakieś badanko i na porodówkę..mówi, że dziś trzeba ciążę zakończyć..więc ja za telefon i dzwonię do mężą żeby się zbierał i przyjeżdżał bo dziś rodzimy:tak:
była godzina 9.00 jak wylądowałam na porodówce..leżałam pod ktg do 11.00 z przerwami na spacerki..mąż między czasie dojechał i tak sobie łazilismy po korytarzu..o 11stej przyszła Pani doktor i decyduje, że przebijamy pęcherz i wtedy się ruszy..a więc połozna z całym sprzętem przychodzi.każą mi się rozluźnić, bo to nic nie boli..no i faktycznie nic nie czułam tylko za jakąś minutkę gorąco między nogami i taka jakaś ulga..mężowi buzia się śmieje..bo jest juz pewien, że to dziś nastapi:tak: leżę pod ktg..skurczyki jakies się pojawiają ale nie za wielkie..położna daje mi jakiś zastrzyk..skurcze się nasilają..bolą już jak cholera..poszliśmy z mężem pod prysznic..ale to nie złagodziło bólu..wydaje mi sie, że skurcze się nasiliły..mąż cały czas plecy masował, bo miałam skurcze " z krzyża wzięte"..i to właśnie krzyż bolał mnie bardziej..położna co jakiś czas mnie bada i mówi już niedługo..o 14.30 zaczęła się druga faza, która jak dla mnie była najgorsza..dostałam oksytocynę, żeby szybciej poszło..skurcze parte..bolało..płakałam i mówiłam do męża, że juz nie dam rady..a on mnie wspierał mówił, że i tak wszystko dzielnie znoszę, że dam radę, że juz niedługo i Blanka będzie z nami:tak:podczas tych partch położna kazała mi przec jak mam taką potrzebę..mówi, że główka szybciej zejdzie do kanału..więc ja leże na boku i co skurcz to kolano pod brodę i pre..to była masakra..byłam już wyczerpana..nie miałam siły na parcie..ale mąż parł i oddychał razem ze mną..strasznie mi to pomagało..nie słuchałam tego co położna do mnie mówi tylko tego co mąż:tak: więc najpierw połozna mówiła, mąż powtarzał a ja wtedy wykonywałam polecenia;-)o 15.10 podczas takiego parcia czuję główkę między nogmi,,akurat położnej nie było w sali..więc ja się drę "hallooooo ja rodzę":-D połozna zjawiła się w sekundę..nogi rozłożyć kazała ale nie przeć..ale jak nie przeć jak to samo idzie:confused: no to pooddychlismy z mężem..połozna dała mi tlen żeby łatwiej było oddychać..no i wkońcu podczas skurczu pozwoliła przeć..ale ulga..jedno parcie..jest główka..chwila przerwy..czuję, że połozna wkłada mi tam rękę..znowu każe przeć..i Maleństwo po drugiej stronie brzuszka:tak::tak::tak:była 15.20 to była najpiękniejsza chwila w moim życiu..połozyli mi córcie na brzuszku..mąż przeciął pępowinkę..mała krzyczała..owinęli ją i dali mężowi..pierwsze słowa jakie mąz do niej powiedział to "ale masz dzielną mamę:)" widziałam jaki mój mąż był ze mnie dumny a w Maleństwie zakochalismy się od pierwszego spojrzenia..taka mała, bezbronna istotka..tego nie da się opisać:tak: połozna popstrykała mężowi kilka fotek..mąż zaraz wykonał milion telefonów:-D chwalił sie swoim szczęściem:-)
połozna oszczędziła mi krocza..głowka mała więc obyło sie bez naciecięcia..ale w srodku popekałam więc szyli mnie godzinę..lekarz tłumaczył, ze dlatego tak długo bo ładnie przeciez musi być:-D więc cierpliwie leżałam..nie bolało..patrzałam na moje dwa szczęscie..Malutka wtulona w tatusia..spokojna..zadowolona:tak:Dostała 9 punktów, bo była troszeczke sina..ale po chwili wszystko było w normie;-)
Po porodzie pojechalismy z mężem na salę poporodową..moja cudowna połozna przyniosła mi herbatę i kanapki z konserwą:-D:-D:-D wciągnęłam to jak odkurzacz..posiedzielismy tam jakiś czas..juz razem we trójkę..pierwsze wspólne chwile razem..cudowny czas:tak::tak::tak: Poród to piękne przezycie..dzis o bólu juz nie pamiętam..a mam przy sobie taka małą istotkę zalezna całkowicie ode mnie..
Podsumowując..moj poród odbył się szybko od odpłynięcia wód płodowych o 11stej do 15.20 gdy juz Maleństwo było z nami:tak:Ból da się przezyć..a nagroda za to na całe zycie:tak::tak:
 
Ewelinka fajny opis- szczególnie przebicie pęcherza- aż sobie przypomniałam to ciepełko:-D

Też trafiła mi się położna która śniadanko dostarczyła i własną herbatkę;-)

Gratuluję i buziaki dla całej Trójeczki;-)
 
No to chyba czas i na mnie :-)

17.02.. Byłam w szpitalu ..na wizycie miałam jakieś lekkie skurcze ,ale to nic poważnego ..lekarka powiedziała ,że mam się stawić na 7-dmą rano na wywoływanie porodu..ale ja mówię do m że czuję zjawię się tu pewnie wieczorem :tak:

około godziny 20 moje skurcze stawały się dla mnie jakieś nieprzyjemne ...były co 4,5,7 minut ...zreszta tak jak zawsze z tym że stawały się ciut silniejsze ...Zadzwoniłam do M i powiedziałam że jedziemy do szpitala ...bo ja chyba już dziś urodzę :tak:
Byliśmy około 9-tej w szpitalu ...skurcze były juz dość intensywne ale do wytrzymania..podpięli mnie pod ktg na 15 min .. a potem zaprowadzili do sali w której miałam leżeć po porodzie ...tam juz zaczęło mnie boleć ostro ..wieszałam się na M robiłam oddechy, prysznic itp. ale niewiele mi to pomagało:no:
Nagle przypomnia mi sie mój traumatyczny poród z Kubą i zaczęłam się bać że znów może czeka mnie męczarnia ponad 12-sto godzinna w przeraźliwych bólach :szok::szok::szok:... Nie wiem czemu ,ale ogarniałay mnie straszne myśli ,że znów stracę przytomność ..że będą mi drętwieć ręce . że cała popękam .i masa różnych bzdur :baffled:..powiedziałam położnej że chcę jechać na salę porodową ..aby dali mi gaz ... no i pojechaliśmy ..tam byłam pod gazem ponad godzinę . miałam do dyspozycji wielką rurę ..jak tylko szedł skurcz to zaczęłam przez to oddychać .rozwarcie było dopiero na jakieś 4 cm. a bóle cholernie dokuczały ,że nawet oddech było mi trudno brać ....:baffled: w końcu stwierdziłam że chcę pełne znieczulenie :tak:... Anestezjolog przylazł dopiero za jakieś 40 minut a ja juz dostawałam 'apopleksji' z bólu ...:szok::dry:
Dobrze ze położna z M byli calusieńki cz\as ze mną bo gadaliśmy w między czasie o jakiś bzdurach :sorry2:..i mogłam sie na chwilę oderwać o bólu :tak:


Mowili mi o jakiś powikłanich ..itp. ale ja nie chciałam czuć juz tylko bólu ,,przed oczami miałam dosłownie mój poród z Kubą i strach że czeka mnie jeszcze osiem godzin męczarni ..znieczulenie zaczęlo działac dopiero za jakieś 30min :confused: ...w tym czasie cały czas oddychałam gazem .. polecam bo pomaga ..byłam w pełni świadoma co sie ze mną dzieję ..M był calusienki czas ze mna ...trzymał za rękę ...głaskał i tulił i cały czas mówił że jestm dzielna jak cholera ..ponieważ on też doskonale pamiętał jakie katorgi przeszłam z Kuba :tak:
Towarzyszyła mi polka położna i położnik.. irlandczyk on odbierał poród ...
po jakimś czasie zaczęłam czuć parcie w dole ..i się zdziwiłam ze to już tak szybko ...bo jak mnie badał to było 5..może 6 cm......
W sumie miałam jakieś 7 partych ..jak się okazało mała ważyła 3850..a mi mówili rano że dziecko waży 3000-3100:szok:... Udało mi się uniknąć nacięcia ...dbali o to bardzo :tak:..smarowli mi żelem krocze aby ratować je ..popękałam w środku i założyli mi szwy rozpuszczalne ...Kiedy ją wyparłam położyli mi moje małe cudeńko na brzuchu ..była śliczna i taka delikatna ..popłakałam się jak cholera ...i nie mogłam oderwać od niej wzroku ...w takiej chwili jest to Cud nie do opisania ...zapomina się o wszystkich nieprzyjemnych doznaniach ..i KOCHA się to maleństwo najbardziej jak tylko człowiek potrafi :tak::-D...Urodziłam o godz. 00.36 moją KOCHANĄ KAJKĘ :-D:-D:-D!!! KOCHAM CIĘ MAŁA ŻABECZKO !!!!!!!!!!!!!!!
 
Zaczelo sie niespodziewanie cztery dni przed terminem....
Jeszcze w sobote 14 lutego bylismy w kawiarni na mega lodach :-) a juz w niedziele 15 lutego zaczol brzuszek bolec wieczorem.... Mialam przeczyszczenie, latalam ciagle do kibelka.... Wszystko na okolo mnie draznilo, wiec postanowilam zrobic sobie ciepla kapiel dla relaksu...

Po wyjsciu z wanny zauwazylam ze cos ze mnie wycieka troszke... Dodatkowo czerwony slad na bieliznie - pomyslalam ze czop, "ale nie mozliwe zebym dzis rodzila!" - pomyslalam. Nie bylam przygotowana na porod akurat tamtego dnia, bo bylam strasznie niewyspana i przez caly dzien w nerwach....

Niestety.... godzina 23 i wody chlusnely. Byalm na szczescie w lazience. Maz juz spal wiec go wybudzialma i jedziemy do szpitala :sorry: Zaniem zebralam sie do wyjscia i w ogole to bylo po polnocy jak dotarlismy na IP... Juz mialam skurcze co 5 min i rozwarcie na 4 cm :szok:
Mila pani polozna powiedziala ze za pozno na znieczulenie :-( Dwie najwieksze obawy sie sprawdzily - ze bede rodzic w nocy i bez znieczulenia.... Dali mi przeciwbolwe srodki w kroplowce, ale szybko przestely dzialac..... W czasie wzielam dwa cieple prysznice - niby pomagaly, ale na sali porodowej i tak zwijalam sie z bolu :baffled:

Maz byl cierpliwy... powtarzal ze jest przy mnie caly czas, trzymal za reke jak trzeba bylo.... mocno go obejmowalam w pasie - to tez pomagalo..... Wymeczylam go tez bardzo, ale przynosilo mi to ulge :-p

Ostatnia faza porodu byla koszmarna :-( Myslalam ze bole parte beda trwac chwile a tutaj przez godzine maly wychodzil ze mnie, bo skurcze zaczely mi zanikac.... Strasznie sie meczylismy nim podali oksytocyne na przywrocenie skurczy. Az czulam jak mi cos peka miedzy nogami jak Maćka wyjmowali, ale obylo sie bez ciecia - tylko jeden szew kosmetyczny ;-)

No i biedne malenstwo owinelo sie pepowina przez co krew przez jakis czas mu nie doplywala :wściekła/y::szok: Zaliczyl zamartwice w 1 minucie po porodzie, ale lekarka szybko go odratowala :tak: Lezal jeden dzien w inkubatorze....:-(

Teraz juz wiem ze wybralam najlepszy sposob porodu.... Jakbym rodzila w wodzie to przez ta zamartwice mogliby go nie odratowac :-( tak samo jakbym urodzila go w domu, bo tylko dzieki szybkiej reakcji lekarzy udalo sie maluszka odratowac....

Teraz ma juz tydzien i jest bardzo silny :tak: Mam nadzieje ze nie bedziemy mieli problemow w przyszlosci :-)
 
reklama
Ewelinka - gratuluję. Poryczałam się jak głupia...
Lajfik - piekny opis.
Nimfi - wspanialy opis, musialas duzo przezyc. Najwazniejsze, ze maly juz jest silny i ze wszystko jest w porzadku.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry