Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
) i powiekszył rozwarcie do 4cm. Po powrocie do domu zaczely sie skurcze ale takie znosne i krwawienie. Wieczorem pojechalismy do szpitala i juz tam zostalam. Cała noc kazali skakac na pilce i duzo chodzic. Wtorek -nic sie nie dzieje. Nie ma miejsca na porodówce CZEKAMY. Przed północa zwolnilo sie łozko O 24 przebili mi wody ale rozwarcie dalej na 3-4 cm dali mi oxy. Zaczelo bardzo bolec i tu kolejny problem cisnienie 170/100 przez 2 godz zaczeli je zbijac wlewajac we mnie rozne leki. Po 5 godz podali mi znieczulenie w kregosłup który i tak działał tylko na jedna strone mojego ciala
Po 10 godzinach porodu rozwarcie na 8cm radosc ze jeszcze tylko 2 i zaczne przec. Przyszedł lekarz zbadał zrobil masaz szyjki i powiedzial ze czekamy co bedzie dalej. Przez kolejne 4 godziny rozwarcie sie nie powiekszylo a i malutkiej puls zaczal skakac. Po 15 godzinach zrobili cesarke. Daria sie urodziła 18.02 o 15:10 wazyła 3550 i 52 cm dostała 9 pkt ze wzgledu na sine raczki i stopki ale na drugi dzien wszystko wróciło do normy
Mój M jest w 7 niebie bo po cichutku marzył o córeczce ona jest jego oczkiem w głowce
moim zreszta tez 
. w miedzyczasie pozmywalam po walentynkowej kolacji i na spokojnie zaczelam liczyc tak naprawde skurcze. stawaly sie one byc bardziej dokuczliwe i po wysuszeniu wlosow obudzilam meza aby mi przygotowal goraca kapiel sprawdzic czy mi po niej przejdzie. skurcze jednak nie ustepowaly-wrecz przeciwnie stawaly sie czestsze i maz siedzac z komorka w reku odliczal mi czas pomiedzy skurczami i byly juz co 3 min. zadzwonilismy do szpitala o 7 rano z pytaniem czy mamy jechac czy jeszcze zaczekac.polozna wypytala sie o wszystko i kazala nam przyjezdzac bo sa one juz bardzo czesto. dobrze ze na noc dzien wczesniej zostawilismy Zuzie u mojej siostry na noc wiec wzielam jej tylko ubranka na przebranie i na spokojnie jadac do szpitala po drodze wstapilismy z laszkami do mojej sis.szczerze mowiac nie dochodzilo do nas to ze raczej zaczynamy rodzic. po dotarciu do szpitala ok 7.30 trafilismy na zmiane poloznych i dopiero ok 8 rano mialam pierwsze badanie ( nie liczac wczesniejszych pomiarow cisnienia i tetna dziecka) i rozwarcie na 4cm. z kazda minuta skurcze stawaly sie bardziej bolesne i dluzsze wiec poprosilam o znieczulenie ale jakos polozna tak sie ociagala i gdzies wychodzila z sali ze w koncu nie zdazyla mi je dac bo ok 8.30 zaczelam miec parte.przy kazdym skurczu maz masowal mi plecy usmiezajac mi bol.jak wrocila polozna i zobaczyla ze mam juz skurcze parte zaczela latac i przygotowywac sie do porodu i w ostatnia chwile przyniosla pufe taka z kuleczkami styropianowymi polozyla ja przy mezu ktory siedzial na krzesle i kazala mi na nia ukleknac opierajac sie o meza. ledwo zdazylam na nie usiasc i zlapal mnie taki skurcz ze od razu wyparlam Majeczke i poczulam straszna ulge. uffff udalo sie .o 8.40 urodzila sie Maja.
i tylko z tego względu skierował mnie na..porodówkę

byłam przekonana, że na patologii wyląduję, ale nie..położna dała mężowi "strój" no i windą na pierwsze pięterko
położyli mnie na sali porodowej podłączyli pod ktg..i co 15minut ciśnienie mierzyli
w sali obok akurat rodziła kobieta..tak niemiłosiernie się darła, że myślałam, że tam zwariuję..ale jak położna kazała jej przeć i za chwilę usłyszałam płacz dziecka to tak się poryczałam, że szok..mąż nie mógł mnie uspokoić
po jakiś dwóch godzinach przyszedł doktor..i że nic się u mnie nie działo..skurczy zero..to na patologię:-(byłam wściekła jak nic..ale nic do gadania nie miałam więc poszłam..we wtorek rano ktg wykazało, że akcja tętna płodu spada czasem poniżej 120..ale nie dużo..było 116, 112..przyszedł do mnie lekarz..zobił jakieś badanko i na porodówkę..mówi, że dziś trzeba ciążę zakończyć..więc ja za telefon i dzwonię do mężą żeby się zbierał i przyjeżdżał bo dziś rodzimy
leżę pod ktg..skurczyki jakies się pojawiają ale nie za wielkie..położna daje mi jakiś zastrzyk..skurcze się nasilają..bolą już jak cholera..poszliśmy z mężem pod prysznic..ale to nie złagodziło bólu..wydaje mi sie, że skurcze się nasiliły..mąż cały czas plecy masował, bo miałam skurcze " z krzyża wzięte"..i to właśnie krzyż bolał mnie bardziej..położna co jakiś czas mnie bada i mówi już niedługo..o 14.30 zaczęła się druga faza, która jak dla mnie była najgorsza..dostałam oksytocynę, żeby szybciej poszło..skurcze parte..bolało..płakałam i mówiłam do męża, że juz nie dam rady..a on mnie wspierał mówił, że i tak wszystko dzielnie znoszę, że dam radę, że juz niedługo i Blanka będzie z nami
podczas tych partch położna kazała mi przec jak mam taką potrzebę..mówi, że główka szybciej zejdzie do kanału..więc ja leże na boku i co skurcz to kolano pod brodę i pre..to była masakra..byłam już wyczerpana..nie miałam siły na parcie..ale mąż parł i oddychał razem ze mną..strasznie mi to pomagało..nie słuchałam tego co położna do mnie mówi tylko tego co mąż
więc najpierw połozna mówiła, mąż powtarzał a ja wtedy wykonywałam polecenia;-)o 15.10 podczas takiego parcia czuję główkę między nogmi,,akurat położnej nie było w sali..więc ja się drę "hallooooo ja rodzę"
połozna zjawiła się w sekundę..nogi rozłożyć kazała ale nie przeć..ale jak nie przeć jak to samo idzie
no to pooddychlismy z mężem..połozna dała mi tlen żeby łatwiej było oddychać..no i wkońcu podczas skurczu pozwoliła przeć..ale ulga..jedno parcie..jest główka..chwila przerwy..czuję, że połozna wkłada mi tam rękę..znowu każe przeć..i Maleństwo po drugiej stronie brzuszka

była 15.20 to była najpiękniejsza chwila w moim życiu..połozyli mi córcie na brzuszku..mąż przeciął pępowinkę..mała krzyczała..owinęli ją i dali mężowi..pierwsze słowa jakie mąz do niej powiedział to "ale masz dzielną mamę
połozna popstrykała mężowi kilka fotek..mąż zaraz wykonał milion telefonów
chwalił sie swoim szczęściem:-)
więc cierpliwie leżałam..nie bolało..patrzałam na moje dwa szczęscie..Malutka wtulona w tatusia..spokojna..zadowolona
Dostała 9 punktów, bo była troszeczke sina..ale po chwili wszystko było w normie;-)

wciągnęłam to jak odkurzacz..posiedzielismy tam jakiś czas..juz razem we trójkę..pierwsze wspólne chwile razem..cudowny czas

Poród to piękne przezycie..dzis o bólu juz nie pamiętam..a mam przy sobie taka małą istotkę zalezna całkowicie ode mnie..
Ból da się przezyć..a nagroda za to na całe zycie






... Nie wiem czemu ,ale ogarniałay mnie straszne myśli ,że znów stracę przytomność ..że będą mi drętwieć ręce . że cała popękam .i masa różnych bzdur
..powiedziałam położnej że chcę jechać na salę porodową ..aby dali mi gaz ... no i pojechaliśmy ..tam byłam pod gazem ponad godzinę . miałam do dyspozycji wielką rurę ..jak tylko szedł skurcz to zaczęłam przez to oddychać .rozwarcie było dopiero na jakieś 4 cm. a bóle cholernie dokuczały ,że nawet oddech było mi trudno brać ....
w końcu stwierdziłam że chcę pełne znieczulenie
... Anestezjolog przylazł dopiero za jakieś 40 minut a ja juz dostawałam 'apopleksji' z bólu ...

..i mogłam sie na chwilę oderwać o bólu 
...w tym czasie cały czas oddychałam gazem .. polecam bo pomaga ..byłam w pełni świadoma co sie ze mną dzieję ..M był calusienki czas ze mna ...trzymał za rękę ...głaskał i tulił i cały czas mówił że jestm dzielna jak cholera ..ponieważ on też doskonale pamiętał jakie katorgi przeszłam z Kuba 
... Udało mi się uniknąć nacięcia ...dbali o to bardzo
..smarowli mi żelem krocze aby ratować je ..popękałam w środku i założyli mi szwy rozpuszczalne ...Kiedy ją wyparłam położyli mi moje małe cudeńko na brzuchu ..była śliczna i taka delikatna ..popłakałam się jak cholera ...i nie mogłam oderwać od niej wzroku ...w takiej chwili jest to Cud nie do opisania ...zapomina się o wszystkich nieprzyjemnych doznaniach ..i KOCHA się to maleństwo najbardziej jak tylko człowiek potrafi 
...Urodziłam o godz. 00.36 moją KOCHANĄ KAJKĘ 

!!! KOCHAM CIĘ MAŁA ŻABECZKO !!!!!!!!!!!!!!!
Zaniem zebralam sie do wyjscia i w ogole to bylo po polnocy jak dotarlismy na IP... Juz mialam skurcze co 5 min i rozwarcie na 4 cm 



Zaliczyl zamartwice w 1 minucie po porodzie, ale lekarka szybko go odratowala
Lezal jeden dzien w inkubatorze....:-(
Mam nadzieje ze nie bedziemy mieli problemow w przyszlosci :-)