reklama

Opisy naszych porodów

Larkaa czytalam Twoj opis i krew mi sie w zylach zmrozila.....bo przeciez czeka mnie to samo, w tym samym miejscu i na dodatek z ta samą polozną!!!! Bylas niesamowicie dzielna! Naprawde jestem pod wrazeniem.....
a bol....no cóz podobno sie zapomina....
Mama mojego M jak go rodzila zostala doslownie rozerwana na strzępy....a jednak po 3 latach zdecydowala sie na drugie dziecko...
Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie!!!
Ciesz sie Maleństwem!!!
 
reklama
Larkaa- no hardcore...:szok::-) gratuluję Twarda sztuuuka z Ciebie!!!:-D

mimo to i tak jestem w tej chwili kurew..ko zazdrosna o Twoje bóle i szwy, wiesz??:wściekła/y:;-)
 
samaola radość z macierzyństwa zaczyna się chyba od pierwszego miesiąca;-)Póki co są mega doły,płacz i docieranie dzidzi. To cieszy że dzidzia już jest, ale cała reszta...kto co lubi. Ja miewałam chwile zwątpienia w swoje siły:tak:
 
Laarka, z pewnością zapomnisz o tym bólu. Ja też zapomniałam, ale do czasu. Teraz znów zaczynam się bać Ale bez zzo nawet nie chcę próbować :no:
 
Larkaa gratuluję!!

No ja tak jak Samaola napisała o sobie- też mam raczej miłe wspomnienia z sali porodowej- nie licząc bóli partych które nie trwały na szczęście długo.

A co do opieki nad małą to też ciągle się docieramy- nie wszystko wygląda jak na reklamach- czysty i zadowolony dzidziuś i mama w super formie 3 dni po porodzie.
Ale z każdym dniem jest coraz lepiej:-D
Pozdrawiam
 
Larkaa, wielkie brawa dla Ciebie, dałaś radę i to bez zzo. Antar ma rację to jest mega wynalazek, odchodzi cały ból, można złapać siły i przez to wspaniale się rodzi. Czuć każdy ból party i ma się pełną świadomość rodzącego się dziecka. A do tego szycie nie boli.
Tak więc dzielna mamuśko - jesteś wspaniała!!!
 
samaola radość z macierzyństwa zaczyna się chyba od pierwszego miesiąca;-)Póki co są mega doły,płacz i docieranie dzidzi. To cieszy że dzidzia już jest, ale cała reszta...kto co lubi. Ja miewałam chwile zwątpienia w swoje siły:tak:
ja też wątpilam w swoje sily, zwłaszcza gdy miałam nawał pokarmu...ale to minęło i z dnia na dzień jest coraz lepiej.
 
larkaa naprawdę dzielna babeczka z Ciebie dałaś radę mimo wszystko teraz już będzie tylko lepiej i nie Ty jedna nie odczuwasz porodu jako czegoś mego szczęśliwego mnie też na samą mysl ciarki przechodzą (że miałabym tam wrócić) chociaż może nie wyglądało to tak drastycznie jak u ciebie

U mnie poród zapowiadał się expresowo.
o 23:00 obudziły mnie bolesne skurcze (ale do wytrzymania) zaczęłam mierzyć i okazało się że są co 10 min więc pochodziłam i tak koło 24 zaczęłu mi odchodzić wody to zadzwoniłam po Piotrka bo był na nocce no i zdecydowaliśmy że jego brat mnie zawiezie, to zadzwoniłam jeszcze po teściów zeby przyjechali do kacperka i pojechaliśmy.
Na izbie przyjęć połozna zmierzyła rozwarcie i okazało się że już na 7 byłam naprawdę zadowolona że idzie tak szybko i bez "większych bóli".O 1:34 byłam na porodówce podłączyli mnie pod ktg polezałam pół godziny i potem pozwolili chodzić, miałam szczęście bo akurat dyżur miała moja lekarka, poza tym położna też była bardzo fajna.Chodziłam tak sobie z dwie godziny i przy każdym skurczy opierałam się o ścianę kręciłam biodrami i jakoś szło. Koło 4:00 położna zmierzyła rozwarcie i już na 9, ja szczęśliwa i tu zaczyna się meksyk.ten 1 cm rozwarcia szedł do 5;15 Cyprianek miał troszkę główkę ułozoną z boku kanału rodnego i zaczęliśmy się męczyć, nie odrózniałam już kiedy jest skurcz a kiedy przerwa w końcu lekarka tak przed 5 podłączyła mi kroplówkę bo te skurcze nie rozwierały szyjki a poza tym musiałam już leżeć na prawym boku zeby Cyprianek przemieścił się dokładnie w kanał, przeć mi nie pozwolili bo nie ma pełnego rozwarcia. Płakałam jak małe dziecko, mało nie zjadłam prześcieradła. No i o 5:00 pozwolili mi przeć trwało to 15 minut, trzy konkretne parcie i po wszystkim Cyprianek był na świeci o 5;15. Jedyne co dobre to to że nie popękałam ani mnie nie nacięli. Połozyli mi go na piersi i to było wspaniałe ale pomyslałam że to ostatnie moje dziecko że koniec i w tym przekonaniu trwam do dziś.

dziewczyny cały poród trwał 6h i 15min o połowe mniej niż z kacperkiem ale wymęczyłam się naprawdę strasznie, po wszystkim jak malucha zabrali dostałam drgawek cała się trzęsłam było mi potwornie zimno.i mimo że miałam naprawdę dobrą opiekę położna i lekarka siedziały z nami (obok też rodziła dziewczyna) na sali całą noc rozmawaiały zagdaywały, trzymały za rękę to naprawdę jak tylko wspomnę poród mam dreszcze i wiem że to już się nie powtórzy
 
reklama
jezyku- ja miałam podobne porody do twojego, i choć wiem że wygląda na dośc łatwy, to z porspektywy rodzącej tak nie jest, też się kobito nacierpiałąś , super że nie popękałaś , wracaj szybciutko do formy...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry