larkaa naprawdę dzielna babeczka z Ciebie dałaś radę mimo wszystko teraz już będzie tylko lepiej i nie Ty jedna nie odczuwasz porodu jako czegoś mego szczęśliwego mnie też na samą mysl ciarki przechodzą (że miałabym tam wrócić) chociaż może nie wyglądało to tak drastycznie jak u ciebie
U mnie poród zapowiadał się expresowo.
o 23:00 obudziły mnie bolesne skurcze (ale do wytrzymania) zaczęłam mierzyć i okazało się że są co 10 min więc pochodziłam i tak koło 24 zaczęłu mi odchodzić wody to zadzwoniłam po Piotrka bo był na nocce no i zdecydowaliśmy że jego brat mnie zawiezie, to zadzwoniłam jeszcze po teściów zeby przyjechali do kacperka i pojechaliśmy.
Na izbie przyjęć połozna zmierzyła rozwarcie i okazało się że już na 7 byłam naprawdę zadowolona że idzie tak szybko i bez "większych bóli".O 1:34 byłam na porodówce podłączyli mnie pod ktg polezałam pół godziny i potem pozwolili chodzić, miałam szczęście bo akurat dyżur miała moja lekarka, poza tym położna też była bardzo fajna.Chodziłam tak sobie z dwie godziny i przy każdym skurczy opierałam się o ścianę kręciłam biodrami i jakoś szło. Koło 4:00 położna zmierzyła rozwarcie i już na 9, ja szczęśliwa i tu zaczyna się meksyk.ten 1 cm rozwarcia szedł do 5;15 Cyprianek miał troszkę główkę ułozoną z boku kanału rodnego i zaczęliśmy się męczyć, nie odrózniałam już kiedy jest skurcz a kiedy przerwa w końcu lekarka tak przed 5 podłączyła mi kroplówkę bo te skurcze nie rozwierały szyjki a poza tym musiałam już leżeć na prawym boku zeby Cyprianek przemieścił się dokładnie w kanał, przeć mi nie pozwolili bo nie ma pełnego rozwarcia. Płakałam jak małe dziecko, mało nie zjadłam prześcieradła. No i o 5:00 pozwolili mi przeć trwało to 15 minut, trzy konkretne parcie i po wszystkim Cyprianek był na świeci o 5;15. Jedyne co dobre to to że nie popękałam ani mnie nie nacięli. Połozyli mi go na piersi i to było wspaniałe ale pomyslałam że to ostatnie moje dziecko że koniec i w tym przekonaniu trwam do dziś.
dziewczyny cały poród trwał 6h i 15min o połowe mniej niż z kacperkiem ale wymęczyłam się naprawdę strasznie, po wszystkim jak malucha zabrali dostałam drgawek cała się trzęsłam było mi potwornie zimno.i mimo że miałam naprawdę dobrą opiekę położna i lekarka siedziały z nami (obok też rodziła dziewczyna) na sali całą noc rozmawaiały zagdaywały, trzymały za rękę to naprawdę jak tylko wspomnę poród mam dreszcze i wiem że to już się nie powtórzy