To teraz ja opowiem

Nie będzie to piękny opis przypominający jedzenie ciastek w kawiarni, jak ktoś tak czuje poród to fajnie - ja nie
Jak juz wspominałam wcześniej od 2 tygodni miałam skurcze przepowiadające.
Bolesne i nieregularne najczęściej w nocy.
2 dni wcześniej już miałam takie mega, zaczęło mnie czyścić, od 20:00 do 23:00 miałam co chwilę skurcze.
Nawet do wanny weszłam,ale minęły.
Dzień póżniej w dzień miałam czasem lekkie skurczyki i odszedł mi czop, cały czas miałam dużo wydzieliny, ale tym razem było tego więcej i było "inne"

Wieczorem położyłam się spać, czułam się super.
Nagle w nocy o 01:22 obudził mnie tak straszny ból, że prawie gryzłam poduchę.
I tak co 3-4 minuty. Ja do męża drę się, że jedziemy do szpitala, a on, że jak?
Położna kazała wejść do wanny. Tak też weszłam do wanny, ale bolało jeszcze bardziej.
Skurcze już były co 2-3 minuty, a my pędem do auta. Dobrze, że noc była to jechaliśmy tylko 20 minut.
Byliśmy o 2:45 w szpitalu. Weszłam na Izbę przyjęć, tam pracowała bardzo niemiła pani. Darła się na mnie co chwilę.
Mnie tak bolało, że się cała trzęsłam, a ona do mnie "ściągaj te buty, na co czekasz?", a ja się zgiąć nie mogłam ;/
wzieli mnie na ktg, wyleżałam 3 minuty i dre się do położnej, że nie mogę
nie byłam w stanie leżeć, rzucało mnie na wszystkie strony
dziwne takie uczucie, nie mogłam sobie zupełnie miejsca znaleść
od macania ściany po pełzanie po podłodze
położna mówi, dobra wołam lekarza
idzie lekarz bada mi rozwarcie
i odrazu zauważyłam jak po nogach mi krew spływa
poczułam też silne parcie, więc jeszcze wbiełam do łazienki i sie załatwiałam
dlatego nie miałam robionej lewatywy, bo wszystko samo poszło
wzieli mnie na sale porodową, tam przychodziła położna raz na 20 minut łaskawie i pytała "boli?"
na co ja, że "taaaak" i szła sobie dalej
na szczęście przyjechała szybko moja położna i się mna już zajeła
ja wyje i mam drgawki, przypieli mnie do ktg
okazuje się, że co drugi ból, który czuję to nie skurcz tylko rozwieranie się szyjki
kazała mi przeć przy szczycie skurczu i tak sprawdziła mi rozwarcie (4 cm) i zrobiła masaż szyjki.
Momentalnie ból szyjki zniknął i pojawiły się już same skurcze co 2 minuty. Roziweranie szło szybko, lada chwila było 8 cm.
Potem wygonili mnie pod prysznic na pół godziny, ale ledwo wytrzymałam 20 minut.
Nie wiem kto póścił plotę, że w wodzie mniej boli :d - nie prawda

boli dużo bardziej
ja się trzymałam ściany i wyłam a mąż mnie lał wodą - trauma
potem znowu na łóżko i siadanie na łydkach z klęku i parcie, żeby główka się obniżyła. Odeszły mi dopiero wtedy wody. Obecnie trzęsawki, uciekanie oczu i tracenie świadomości.
a potem normalnie na łożko, usiadłam, nogi na podstawki, ręce na podstawki i parcie w siadzie.
Nie chciała główka wychodzić, mąż się darł "kasia, ma włoski przyyyj!"
męczyłam się z tym parciem strasznie, nie szło mi, przecieli mnie raz, a potem drugi raz w to samo miejsce.
Jak lekarz powiedział "dobra nie idzie, dawajcie oxy na mocniejsze skurcze", to ja "nieee, dajcie mi szanse"
i za jednym zamachem urodziłam o 06:50
połozyli mi małą na brzuchu
no i
szczerze mówiąc
zero fanfar, fajerwerkow i braw tylko obojętność i tak cholerne zmęczenie, że ledwo patrzyłam na oczy.
Było mi totalnie obojętnie czy zostawia mi teraz małą czy zabiorą ją na oddział.
czekałam potem 30 minut na urodzenie łożyska, bo wszyscy ode mnie poszli (były naraz 4 porody).
urodzenie łożyska to praktycznie dwa razy przycisnięcie brzucha, a potem szycie. Bolało

Na moje oko koło 5 szwów miałam.
Rodziłąm łącznie 6 h od wystąpienia pierwszych skurczy. Bez znieczulenia.
potem zabrali mnie na sale na oddział patologii, bo na połoznicznym nie było miejsc. koło 8 godzin byłam bez dziecka.
Potem jak się przeniosłam to byłam cały czas z małą.
Obecnie jestem w niej zakochana po uszy, ale te pierwsze chwile wcale miłe nie były. I z mojego szpitalnego pokoju dziewczyny miały to samo.
Więc ja naprawdę zostanawiam się czy faktycznie która kolwiek matka może czuć yakie "mega szczeście" w tej chwili, bo ja osoiście nie znam takiej,
Obecnie - nie chce miec więcej dzieci - mam nadzieję, że ten ból faktycznie się zapomina
