reklama

Opisy naszych porodów

reklama
Emkamek bylas bardzo dzielna!!! Mam zamiar juz wkrotce do ciebie dolaczyc:-):-p
glitterfy103613T498D37.gif
 
emkamek gratuluję, przede wszystkim braku nacięcia i tego że nie popekalaś - sukces, może też to zasługa porodu w wodzie? ;-)
 
To teraz ja opowiem :) Nie będzie to piękny opis przypominający jedzenie ciastek w kawiarni, jak ktoś tak czuje poród to fajnie - ja nie :)

Jak juz wspominałam wcześniej od 2 tygodni miałam skurcze przepowiadające.
Bolesne i nieregularne najczęściej w nocy.
2 dni wcześniej już miałam takie mega, zaczęło mnie czyścić, od 20:00 do 23:00 miałam co chwilę skurcze.
Nawet do wanny weszłam,ale minęły.
Dzień póżniej w dzień miałam czasem lekkie skurczyki i odszedł mi czop, cały czas miałam dużo wydzieliny, ale tym razem było tego więcej i było "inne" :)
Wieczorem położyłam się spać, czułam się super.
Nagle w nocy o 01:22 obudził mnie tak straszny ból, że prawie gryzłam poduchę.
I tak co 3-4 minuty. Ja do męża drę się, że jedziemy do szpitala, a on, że jak?
Położna kazała wejść do wanny. Tak też weszłam do wanny, ale bolało jeszcze bardziej.
Skurcze już były co 2-3 minuty, a my pędem do auta. Dobrze, że noc była to jechaliśmy tylko 20 minut.
Byliśmy o 2:45 w szpitalu. Weszłam na Izbę przyjęć, tam pracowała bardzo niemiła pani. Darła się na mnie co chwilę.
Mnie tak bolało, że się cała trzęsłam, a ona do mnie "ściągaj te buty, na co czekasz?", a ja się zgiąć nie mogłam ;/
wzieli mnie na ktg, wyleżałam 3 minuty i dre się do położnej, że nie mogę
nie byłam w stanie leżeć, rzucało mnie na wszystkie strony
dziwne takie uczucie, nie mogłam sobie zupełnie miejsca znaleść
od macania ściany po pełzanie po podłodze
położna mówi, dobra wołam lekarza
idzie lekarz bada mi rozwarcie
i odrazu zauważyłam jak po nogach mi krew spływa
poczułam też silne parcie, więc jeszcze wbiełam do łazienki i sie załatwiałam
dlatego nie miałam robionej lewatywy, bo wszystko samo poszło
wzieli mnie na sale porodową, tam przychodziła położna raz na 20 minut łaskawie i pytała "boli?"
na co ja, że "taaaak" i szła sobie dalej
na szczęście przyjechała szybko moja położna i się mna już zajeła
ja wyje i mam drgawki, przypieli mnie do ktg
okazuje się, że co drugi ból, który czuję to nie skurcz tylko rozwieranie się szyjki
kazała mi przeć przy szczycie skurczu i tak sprawdziła mi rozwarcie (4 cm) i zrobiła masaż szyjki.
Momentalnie ból szyjki zniknął i pojawiły się już same skurcze co 2 minuty. Roziweranie szło szybko, lada chwila było 8 cm.
Potem wygonili mnie pod prysznic na pół godziny, ale ledwo wytrzymałam 20 minut.
Nie wiem kto póścił plotę, że w wodzie mniej boli :d - nie prawda :D
boli dużo bardziej
ja się trzymałam ściany i wyłam a mąż mnie lał wodą - trauma
potem znowu na łóżko i siadanie na łydkach z klęku i parcie, żeby główka się obniżyła. Odeszły mi dopiero wtedy wody. Obecnie trzęsawki, uciekanie oczu i tracenie świadomości.
a potem normalnie na łożko, usiadłam, nogi na podstawki, ręce na podstawki i parcie w siadzie.
Nie chciała główka wychodzić, mąż się darł "kasia, ma włoski przyyyj!"
męczyłam się z tym parciem strasznie, nie szło mi, przecieli mnie raz, a potem drugi raz w to samo miejsce.
Jak lekarz powiedział "dobra nie idzie, dawajcie oxy na mocniejsze skurcze", to ja "nieee, dajcie mi szanse"
i za jednym zamachem urodziłam o 06:50
połozyli mi małą na brzuchu
no i
szczerze mówiąc
zero fanfar, fajerwerkow i braw tylko obojętność i tak cholerne zmęczenie, że ledwo patrzyłam na oczy.
Było mi totalnie obojętnie czy zostawia mi teraz małą czy zabiorą ją na oddział.
czekałam potem 30 minut na urodzenie łożyska, bo wszyscy ode mnie poszli (były naraz 4 porody).
urodzenie łożyska to praktycznie dwa razy przycisnięcie brzucha, a potem szycie. Bolało :)Na moje oko koło 5 szwów miałam.
Rodziłąm łącznie 6 h od wystąpienia pierwszych skurczy. Bez znieczulenia.

potem zabrali mnie na sale na oddział patologii, bo na połoznicznym nie było miejsc. koło 8 godzin byłam bez dziecka.
Potem jak się przeniosłam to byłam cały czas z małą.

Obecnie jestem w niej zakochana po uszy, ale te pierwsze chwile wcale miłe nie były. I z mojego szpitalnego pokoju dziewczyny miały to samo.
Więc ja naprawdę zostanawiam się czy faktycznie która kolwiek matka może czuć yakie "mega szczeście" w tej chwili, bo ja osoiście nie znam takiej,
Obecnie - nie chce miec więcej dzieci - mam nadzieję, że ten ból faktycznie się zapomina :)
 
Ostatnia edycja:
Laarka byłaś mega odważna!!! Moim zdaniem po to wlaśnie jest znieczulenie by po porodzie czuc ten niebiański odlot. Ja czułam rozanielenie jak już Zośkę wypchnęłam na świat, i rozpychającą euforię od środka, tak na chwilę poszłam do nieba. Mimo że czułam ból, myślę że gdybym nie dostała znieczulenia czułabym się podobnie do Ciebie. Z tą różnicą że ja miałam wrażenie że jak nie dostanę zzo umrę albo się udławię własnymi wnętrznościami, a Ty żyjesz i kurcze aż brak mi słów!!! Wielkie brawa!!! Nad tymi dziećmi to się jeszcze zastanów, bo następnym razem możesz jednak wziąć zzo( jak dla mnie wynalazek geniusza).Naprawdę głupio tak mówić ale jestem z Ciebie dumna!!!
 
larka ja tez po porodzie nie czułam mega szczescia, byłam zmeczona i miałam wszystkiego dosc. Ale mi małej nawet na piersi nie połozyli tylko od razu zabrali i dopiero na drugi dzień przyniesli. A co do porodu mam takie samo odczucie jak ty. Masakra, zadne tam wielkie przezycie. A kolejne dziecko tylko z zzo rodzę. Nawet jak bym miała za nie 2 tys zapłacic.
 
Emkamek, zazdroszczę porodu w wodzie:-) No i szczęsciaro, że udało się bez nacięcia.
Larkaa, ja Ciebie rozumiem. Dla mnie poród też nie jest mistycznym przeżyciem ;/ Ciekawe jak będzie teraz, ale poprzednim razem też nie czułam ani euforii ani szczęscia, jedynie ulgę że urodziłam i dzieckiem wszystko ok. Ale kochana wierz mi zapomina się o tym bólu i niedogodnościach. Mnie to bardziej przeraża połóg, bołacy tyłek, mega doły itp. ale o tym też się zapomina i potem jest już tylko lepiej.
 
reklama
Larkaa po pierwsze serdecznie gratuluję ci urodzenia maleństwa, byłaś naprawdę dzielna, że przeszłaś to wszystko, harda z ciebie kobieta. Przytulam cię gorąco.
Choć jestem przykładem tego pozytywnego doświadczenia porodu, rozumiem świetnie to, że te przykre odczucia, ból, zmęczenie mogą odebrać radość z urodzenia się dzieciątka...mam nadzieję, że radość macieżyństwa wynagrodzi ci te złe doświadczenia. Jeszcze raz gratuluję i przytulam cię gorąco!
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry