reklama

Opisy naszych porodów

AgniesiaP gratuluje- dobrze że wszystko ok się skończyło:-) i Malutka jest już z Tobą

Podpisuję się pod tym, że fajnie być na porodówce z kimś bo rzeczywiście to leżenie na łóżku i czekanie na skurcz to koszmar w samotności:baffled:
 
reklama
Ardzesh powinnaś ksiązki pisać. :-D super się czyta Twój opisik, czułam się jakbym tam była obecna razem z Toba. :tak:

Zapmarta ale ekspresowy poród! :-D

-j- dobrze, że udało Ci się przekonac ordynatora do CC. :-)

Agunia to tez się nerwów najadłaś kobitko. Dobrze, że lekarze zareagowali w porę. :happy:
 
Agniesia- troszkę przeżyłaś.... dobrze, że lekarze w porę zareagowali!!!:-) życzę szybkiego powrotu do sił i udanej produkcji mleczka!!:tak:
 
Dziewczyny tak bardzo chce do was dolaczyc i miec swoje szczescie juz w ramionach:tak:!!!!!!!
glitterfy070546T826D30.gif
 
Ostatnia edycja:
I ja postaram sie strescic przyjscie na swiat mojego syneczka.

W piatek, 13 lutego w nocy budzily mnie bole okresowe, ale rano zniknely i pojawily sie skurcze. Nie byly regularne,wiec nie wzielam ich za prawdziwe oznaki. O 10.00 mialam wizyte w szpitalu i tam wyznaczyli mi termin wywolywania porodu na wczoraj, hihi.:-p
Po powrocie do domu zaczelam mierzyc skurcze, byly co 4-5 minut i coraz bardziej sie nasilaly, ale postanowilam zaczekac i nie alarmowac mojego Z., ktory byl w pracy. Wzielam dlugi prysznic, ale skurcze nie mijaly i byly coraz mocniejsze. Smiac mi sie chcialo z mojego kochanego, bo jak dzwonil do mnie na przerwie, to mowil mi, ze On jest pewnien, ze Maly sie dzis urodzi, ale nie pisnelam nawet slowkiem o tych skurczach, szybciutko skonczylismy rozmawiac i zajelam sie obiadkiem, co by glodnego chlopa nie ciagnac na porodowke.;-)

Ok. 17.00 zameldowalam sie w szpitalu, polozna zbadala rozwarcie i stwierdzila, ze jest tylko na 2 palce i zaproponowala, zebym wrocila do domu i tam zaczekala na rozwoj akcji...:sorry2: Ale skurcze byly tak bolesne, ze powiedzialam, ze chce zostac, zeby miec mozliwosc skorzystania z czegos przeciwbolowego. Po godz. polozyli mnie na sali z trzema innymi ciezarowkami... Mialam wrazenie, ze skurczybyki mam za nas wszystkie;-) Polozna powiedziala, ze pewnie szybko nie urodze, bo to pierwsze dziecko itd., ze na pelne rozwarcie trzeba bedzie poczekac co najmniej 7-8 godz.:szok: Dobrze, ze nie pojechalam do domu, bo krotko po 19. odeszly mi wody. Podali mi gas, zeby zlagodzic bol, ale szczerze mowiac, bol byl taki sam, tylko ja czulam sie po min troche oglupiona;-) Ok. 21 odeslalam Z. do domu, bo nie mogl ze mna zostac na sali, odwiedziny do 21.30:sorry2: a nie chcialam, zeby sie meczyl gdzies na korytarzu, mial wrocic do domu i sie przespac,a gdyby akcja sie rozwinela, to obiecalam dzwonic. No i pojechal... A mnie w miedzyczasie tak zlapalo, ze w koncu polozna zaproponowala mi zlagodzenie bolu w wodzie i przeniesli mnie na inny oddzial, na ktory szlam po schodach...:baffled: a juz o 21.40 moj kochany byl z powrotem u mnie.;-) Nikt sie nie spodziewal, ze rozwarcie bedzie tak szybko postepowac:-p Trafilam na jednoosobowa sale z wanna, w ktorej o 23:47 urodzilismy Adasia, polozna polozyla mi go na piersiach i to byl najbardziej wzruszajacy moment w moim zyciu!!!! Potem ekspresowo poszlo juz z lozyskiem...
Woda lagodzila skurcze, ale najgorsze byly bole z ud... Cala akcje zakonczyla radosna wiadomosc;-), ze nie potrzebowali mnie nacinac i nie popekalam, szczesliwie nie mam zadnego szwu! Przy porodzie trafilam na swietne polozne, troche mniej podobala mi sie opieka po nim. Ale to chyba dlatego, ze od razu chodzilam i sama sobie radzilam...

Mamom przed porodem polecam skoncentrowanie sie na oddechu juz podczas pierwszych regularnych skurczy, krzyk przy parciu tez bardzo pomaga. Porod w wodzie to naprawde super sprawa! Jesli tylko macie taka mozliwosc, to dziewczyny nie zastanawiajcie sie! Powodzenia!
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry