speszyl for Maqc i Kania
Kochane sori, ze tak długo się z tym zbierałam, ale jakoś weny nie mialam. Pytaście jak poród to napiszę slowa mojego M. " Ty to jesteś stworzona do porodów ;-)"
W sobote nad ranem gdzie stak o 4:00 Zuu krzyknęła mamo więc zerwałam się na równe nogi, ale okazało się, że śpi więc poszłam zrobić siuski i jak szłam to troszkę się mokro zrobiło przez cały przedpokój, ale nic mnie nie bolało więc się wykąpałam w ciepłej wodzie(bo niby ciepła kapiel rozwija akcje. Ale nic się nie działo więc poszłam spać. Pobudka o 6:00 bo kasie kasie trzeba dla malutkiej robić....posadziłam ją na nocnik i odeszły mi wody (mała podbarwiona kałuża), więc mówię do M, że się zaczęło (choć niewiem czy nie za szybko to stierdziłam, bo nic nie bolało nadal. Poszłam się ogolić, sprawdziłam czy wszytsko mam w torbie, pomałowałam się, zrobiłam warkocza francuskiego i zwlekałam się ile się dało, bo coś zaczęlo boleć, ale to jeszcze nie było to co z Zuu( wiem, ze kazdy porod jest inny ale jakos się człowiek przy tym drugim doszukuje podbieństw). Pojechalismy jeszcze do sklepu kupic Zuu jogurciki i kocie(czekoladke) no i w sklepie juz troszke bollało. Prawie przy szpitalu zaglądam do torebki ;-)(tu był błąd ;-)) i co i nie wzięłam portfela więc sie wróciliśmy. Do szpitala przyjechaliśmy ok 9:40 o 10:00 przyjeli mnie na oddział. Jak stamtąd wyszłam mówię do M. że zrobiła mi usg, okazało się, że to co mi odeszło to wcale nie wody.. I czułam jakby mnie przyjęły na moje słowa, że skurcze mam co 10 minut....jak wyszłam z izby przyjęć to mówię do M. że ja nie chce dziś rodzić, bo ani rozwarci nie sprawdziły ani Ktg, a nie czuję żadnego bólu ani nic i może pojedziemy do domu , bo ja nie chcę mieć wywolywanego porodu(bo będzie boleć). M. poszedł po torby do auta ja w tym czasie poszłam do pokoju, przebrałam przyszła położna i mnie zbadała i jak usłyszałam 4 cm rozwarcia oh to kamień spadl mi z serca i poczułam, że się zaczęło. Ale na ktg skurcze się nie pisały :-( po ktg przebiły mi pęcherz z wodami i miało się ruszyć, ale jakoś to powoli szło ...mój samiec w miedzy czasie stwierdził, że jest głodny i że chyba musi coś zjeść i czy czasem czegoś mi nie przynieść i tak mnie tym rozbawił, że się skupić nie mogłam. Poszłam pod prysznic poskakałam na piłce i dalej wydawło mi się, że nic sie nie dzieje, więc zaczęłam chodzić tam i z powrotem tam i z porotem chyba ze sto razy przeczytałam instrukcje ile kobieta po pordzie przebywa w szpitalu, że dziecko w ciągu 3 tygodni po wyjsciu powinno przybrac 500 gram itp itd. Znowu KTg to była gdzieś już 13:00 i wtedy wpadła połozna która prowdziła moją ciąże a dokładniej wpisywała wyniki itp itd. I oczywiście mnie podbudowała, że zaraz urodzę, bo z Krysią(tą polożna co przy porodzie była rozmawiala, że szybko idzie) . Na sale poszłam o 13:55 i niestety parte zanikły, bolało już bardziej niż wcześniej, ale partych nie czułam i robiłam przysiady,a to usiadłam, a to znowu przysiady itp. Ale coś się zaczęło dziać więc już usiadłam na fotelu i już tylko Krysi słuchałam...po imieniu sie do mnie zwracała i mówiła, co i jak :-) i jej słuchałam jak jakiegoś guru. I wszystko by było super gdyby nie drążki w fotelu które miałam do siebie ciągnąć, a w konsekwencji wyciągałam je do góry co mnie strasznie denerwowało i w pewnym momencie myśłam, że już nie urodzę tak mnie to wkurzało....bo od razu powitrze wyposzczałam. Ale Krysia mówi no bierzesz powietrze przesz, bo główka już tu jest i malutka wychodzi. No i tak było, ale samo wyjście bolało mnie bardzo...nacięcie hmm prawie wcale(porownujac do pierwszego). Polożyli mi malutką na brzuchu a ja ojej jaka biedna i sina, a położna z lekarką co Ty mówisz przecież ona jest piękna różowiutka i tak też było. Oj cudowne uczucie czuć tą kruszynkę cieputeńką maluteńką. M. przeciął pępowinę a potem ją wzieli zbadać i sie popłakałam ponownie bo myślałam że to Zuzka. Jak usłyszałam wagę to myślałam, że z fotela spadnę. Ubrali ją M. z nią poszedł do pokojua mnie lekarka szyła. Potem rozmawiałam z położna i mi mówiła, że się nie spodziewała, że tak długo zejdziie, ale jak skurcze zanikały to i akcja się wstrzymała...oksytocyna na szczęscie pomogła :-) i ruszyło.
to chyba tyle nie umiem pisać ładnie mam nadzieję, że nie jest zbyt chaotycznie i coś z tego wyczytacie pozytywnego.
Na koniec dodam każdemu życzę takiej opieki przy po porodzie i po porodzie i takich szybkich porodów i tak mało bolesnych.