malga191
Aktywna w BB
witajcie
ja naarzie pokrotce opisze porod a foto pozniej malej...bo jeszcze na kompie zgranej nie mam bo kabelek sie gdzies zapodzial...
a wiec 5 stycznia....siedzialam jeszcze do po 24 na wziazu....i patrzylam sobie tez na inne forum i tam odkrylam watek "niespotykane imiona" i wyczailam tam ta Jowite...i jakos tak dodalam moje miemie jako 2 jej i wyszlo Jowita Malgorzata.....
Wiec wstalam od kompa...i trach taki mnie skurcz zlapal ze ledwo sie moglam ruszyc....
Mysle sobie nie no cos chyba bedzie.....z tego..i ledwo przeszlam pare krokow...do przedpokoju a tu poslalo mi sie po nozkach i to niezla ilosc tych wod...pidzama cala mokra stalam w takich kaluzy...wody i nie mogalm wydusi slowa....hee
a pozniej tylko krzyknela"Pawel chodz tu a on sobie spal wiec troszke sie wydralam ze az biedak sie poderwal i przypiek zaspany....a ten:co sie wylało??
A ja na to to wodu...Rodze.!!! i to slowo go ostrzezwialo....a najlepsze ze on sie kszatal po domku i mowil do mnie"tylko spokojnie...stuj tu nie ruszaj sie....eheh
Jakos po 1 w nocy dojechalismy do szpitala.....a takie naprwde skurcze zaczely sie od 2.30.....i tak trwaly do...9 rano......gdzie powiedzilama ze ja nie dam rady i chce CC a na to lekarz ze Zobaczy pani z 5 parc i bedzie dzidzi.....no i bylo 5 bolesnych parc i sie urodzila o 10:15 moje slonce....Jowitka....:lov e:
Łzy to mi same ciekly i Pawlowi tez....
Ooglnie mowiac bylo ciezko....ale dalam rade...Bardzo duzo mi pawel pomogl i za to mu dziekuje.....
a teraz musze leciec...bo mala sie przebudzila....
buzka
ja naarzie pokrotce opisze porod a foto pozniej malej...bo jeszcze na kompie zgranej nie mam bo kabelek sie gdzies zapodzial...
a wiec 5 stycznia....siedzialam jeszcze do po 24 na wziazu....i patrzylam sobie tez na inne forum i tam odkrylam watek "niespotykane imiona" i wyczailam tam ta Jowite...i jakos tak dodalam moje miemie jako 2 jej i wyszlo Jowita Malgorzata.....
Jakos po 1 w nocy dojechalismy do szpitala.....a takie naprwde skurcze zaczely sie od 2.30.....i tak trwaly do...9 rano......gdzie powiedzilama ze ja nie dam rady i chce CC a na to lekarz ze Zobaczy pani z 5 parc i bedzie dzidzi.....no i bylo 5 bolesnych parc i sie urodzila o 10:15 moje slonce....Jowitka....:lov e:
Ooglnie mowiac bylo ciezko....ale dalam rade...Bardzo duzo mi pawel pomogl i za to mu dziekuje.....
a teraz musze leciec...bo mala sie przebudzila....
buzka

Studentka sprawdziła rozwarcie ( i to było drugie badanie wewnętrze podczas całej ciąży) i powiedziała, że mogę przeć. Nawet gdyby mi nie pozwoliła, bym to zrobiła, bo aż mnie rozwalało od środka. Pomogły mi zmienić pozycję na klęczącą i wtedy zaczęła się jazda. Parte skurcze przy synku czułam jako ulgę a te mnie przyprawiały o mdłości. Czułam, że coś jest nie tak. Między jednym a drugim skurczem główka utknęła. Paskudne uczucie. Bałam się jak diabli, że z małą coś nie tak. Za trzecim partym wyszła główka i reszta ciałka. Poczułam ulgę nie z tej ziemi. Położyli mi małą na piersi i wtedy świat się zatrzymał. Nic się już nie liczyło, tylko to ciepełko bijące od mojej córeczki i jej cudowny zapach. Darła się wniebogłosy
Myślę, że pół Londynu ją słyszało. Po chwili na salę weszli moi chłopcy. Synek był zdziwiony widokiem maleństwa, a mąż był bardzo wzruszony. No i ja oczywiście wtedy się też poryczałam. Tak mogliśmy zostać przez kilka chwil. Potem położna wyprosiła znowu moich chłopców, bo musiał przyjść lekarz, żeby naprawić spustuszenia jakie poczyniła moja córka swoim przyjściem. Okazało się, że nie mogłam urodzić główki, bo mała rodziła się częściowo twarzyczką, więc była wyjątkowo niekorzystnie ułożona, a ja przez to tak cierpiałam. I chyba opatrzność nade mną czuwała, że przyszła położna, która kazała mi wyjść z wody, bo mogłoby się to skończyć tragedią w tej wodzie... Rozerwała mnie w dwóch miejscach i to dość głęboko, ale przyznam, że bardziej dokuczała mi rana po cięciu przy pierwszym porodzie - mimo że wtedy założyli mi tylko 4 szwy, a teraz około 20. Lekarz, który zakładał szwy, najpierw musiał mi dać znieczulenie, a to do przyjemności nie należało. Za każdym ukłuciem mnie przepraszał, a położna pytała, czy ma mi podać gaz na ból. Nie umiała zrozumieć, że każdy ból jest do wytrzymania. One chyba z założenia wychodzą, że nie można rodzić naturalnie.
Nie na długo bo potem wróciło i położyli na brzuszku i od razu do cycusia
A polozna do mnie mowi ze ze12godzin porodu przede mna bo mam 1cm na godzine postepu
9,5 cm i nie ma czasu trzeba przec
No i sie zaczlo, miala lekki problem wyparcia glowki bo cala resta wyskoczyla jak z platka ale zanim sie glowka pojawila ta do mniemowi zebym sie na bok przekrecila to bedzielepiej,ja na bok i jak zlapalam meza za szyje to polozna mnie prosila zebym na plecy wrocila bo mu krzywde zrobie
No ale jak juz mi wskoczy moj klocuszek na brzuszek nie pamietalam nic tylko plakalam. Wychodzil glowka i raczka jednoczesnie dlatego troche mnie rozerwal ale tego juz tez nie pamietam:-) A na drugi dzien moj T mowi ze jak zobacze jego plecy to zebym sobie nie pomyslala ze sie gdzies zabawial bo sa cale podrapane
No i tyle mojego, nadal nie moge uwierzyc jak ja tego dokonalam, wszystkie jestesmy wielkie za to ze udalo nam sie stworzyc tak cudne nowe zycie:-)