reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

reklama

Opowieści z porodówki

nika1710

Fanka BB :)
Dołączył(a)
27 Październik 2009
Postów
314
Miasto
Pruszków
Rozwiązania
0
Mój Janiołek śpi więc ja też postaram się opisać mój poród!
Otóż w piatek 22,01 poszłam na IP na KTG. Przy tym okazało się że mam bardzo wysokie ciśnienie 150/100 (przez całą ciąże miałam 100/80) lekarz który mnie badał kazał mi w domu mierzyć ciśnienie co dwie godziny i przyjsc następnego dnia.Niestety nic się nie zmieniło-więc postanowili umieścić mnie w szpitalu.W ten dzień juz nie było wolnych łóżek w Pruszkowie i dlatego wywieźli mnie do oddalonego o 50 km. Sochaczewa.
Tam lekarz na dyżurze zobaczył że ja mam rozwarcie na 2,5 palca i szyjkę długości 0,5 cm .postanowił mi wywołać poród.
Przewieźli mnie na porodówkę i podłączono oxytocyne.Powstały skurcze ale tylko na 80% i moja macica nie podjęła akcji porodowej.Następny dzień to niedziela więc po prostu sobie przeleżałam.W poniedziałek 25,01 podczas porannego obchodu postanowiono mi znów wywoływać poród.
I scenariusz jak w Sobotę: porodówka oxytocyna 5 godzin leżenia skurcze 80% i .....nic z tego!
To był dzień krytyczny dla mnie !Tak bardzo chciałam juz do domu miałam dość!
Położono mnie na sali pierwszego etapu porodu. O 22 poczułam że tak coś bardzo delikatnie popłynęło mi po nogach.Po badaniach okazało się że powstała maleńka dziureczka i jest to słynna nasza pani WP:-)
Do 8 rano dnia następnego miałam maleńkie skurcze i nic pozatym.Podczas obchodu pani ordynator wzięła mnie na porodówkę i tam przebiła mi pęcherz z wodami płodowymi.I odrazu zaczęła się akcja!:szok:
Podłączono mi znów oxytocyne skurcze tak silne że myślałam iż mi brzuch pęknie!!A na wykresie z ktg. tylko 40% z nieczulenia okazało się że nie da rade wziąć bo niema komu podac:no:
bóle porodowe takie bardzo silne miałam od 8 do 14 (ktg. nie pokazało więcej niż 40%:crazy: ) Bardzo się męczyłam bo przy każdym skurczu wymiotowałam mimo iż nie miałam czym!żołądek mnie tak bolał od takiego pustego rwania!
o 14 zaczęły się skurcze parte - I tu kolejny problem! Mój Nikoś nie chciał wyjść !główka była bardzo wysoko!Na jeden skurcz party główka przesuwała się tylko o 1 mm.
Ja nie miałam już sił położne stały cały czas przy mnie a sala na CC była przygotowana bo bali się że nie uda się urodzic naturalnie!
O godzinie 15,10 prosiłam żeby coś zrobili bo ja juz nie dam rade:wściekła/y: i strasznie mnie piecze w środku:szok:.Potem poczułam jak po prostu pękam w środku!Tak strasznie bolało!Pani doktor nacisnęła mi na brzuch i wypchnęła mojego synka.:laugh2:
Jak położyli mi go na brzuchu łzy same zaczęły mi płynąc po twarzy i pytałam się co to jest czy to mój syn i dlaczego on nie płacze!A mój Janiołek odrazu włożył sobie trzy palce do buzi i zaczął ssać:laugh2::-D
Nagle naokoło mnie zrobiło się bardzo tłoczno!mimo iż obok trwały 2 porody wszyscy lekarze i położne były obok mnie!
Po spojrzeniach wiedziałam że cos jest nie tak ale nikt nie chciał mi powiedzieć!
Wyciagnieto ze mnie pępowinę i łożysko a ja myślałam że z bólu zemdleje! Zaczęto mnie zszywac trwało to całą godzinę!Ból po prostu nie do opisania !
Miałam pękniecie 3 stopnia!Mimo że nacięli krocze pękłam w środku i na około odbytu! Ponoc takie pęknięcie zdarza się raz na 2000 porodów!
Mały urodził się26,01 o 15,20 ważył 4070 i miał 56 cm Od Razu dostał 10 p.:-D
Kolejną dobę po porodzie nie wstawałam z łóżka położne myły mnie na leżąco!
Pierwsze wstanie i prawie zemdlałam:no:
Poród trauma!Ból nie do opisania!Efekt cudowny mam przy sobie takiego maleńkiego Janiołka:-D:rofl2:
 
reklama

AliMama

Aktywna w BB
Dołączył(a)
3 Listopad 2009
Postów
74
Miasto
Łódź
Rozwiązania
0
już nie mogłam się doczekać, kiedy maleństwo wydostanie się z brzucha. zwłaszcza że od terminu tj.29.01 siedzialam w szpitalu i dopiero 3.02 miałam indukcję. z indukcji generalnie nic nie wyszło:eek: na blok weszłam z rozwarciem 3 cm przed 10 rano podłączyli mnie pod oksytocynę, po 2 godz rozwarcie mialam "male 4" i skurcze ledwo wyczuwalne i jestem bardzo wdzieczna lekarzom ze nie cofneli mnie na oddzial, oni postanowili przebic mi pecherz. w miedzyczasie popsulo sie ktg:eek: i podlaczyli mnie pod takie stare, bez glowicy skurczowej wiec musialam skurcze obserwowowac na czuja. kazali mi spacerowac i isc pod prysznic- nic to nie dalo oczywiscie wiec podlaczyli mi druga kroplowe, po ktorej skurcze byly juz wyczuwalne ale byly co kilka minut i trwaly kilka sekund:sorry: dostalam zastrzyk na szyjke, rozwarcie bylo 5cm i kolejna kroplowke. skurcze przyspieszyly i przybraly na mocy, poszlam pod prysznic, kucalam przy kazdym skurczu, po czym okazalo sie po wyjsciu spod prysznica skurcze zanikaja, sa coraz rzadsze:szok: co prawda dosyc mocno bolaly, dostalam czwartą kroplówkę:zawstydzona/y: skakalam na pilce, siadalam na magicznym krzeselku z dziurką no i skurczybyki byly juz naprawde bolesne, co minute i trwaly ok minuty wiec wlasciwie ok, szkoda tylko ze rozwarcie zatrzymalo sie na 6-7cm:-( w miedzyczasie dostalam jeszcze jeden zastrzyk, ale nic z tego. ostatnia godzina to byl koszmar!!! bolalo tak ze zwijalam sie na fotelu, czasem jeden skurcz do konca nie wygasl a juz zaczynal sie nastepny, a po nim kolejny- myslalam ze zejde... w przerwach miedzy skurczami oczywiscie odplywalam... do konca zycia bede wdzieczna mezowi ze byl ze mna przy tym porodzie, ze trzymal mnie za reke i mowil do mnie, bez niego nie wytrzymalaby chyba tak dlugo. no i oczywiscie nie ominely mnie masaze szyjki :szok:po tej czwartej kroplowie zbadal mnie lekarz i stwierdzil ze nic z tego i zaporoponowal cesarke- oczywiscie zgodzilam sie bez wahania bo juz od kilkudzisieciu minut modlilam sie o to zeby zrobili mi ciecie. jeszcze przechodzac na lozko ktorym mnie wywozili dostalam skurcza masakra a potem dodatkowo na stole operacyjnym tuz przez wkluciem anestezjologa, dobrze ze nie wkluwali sie na skurczu bo pewnie mogloby stac sie nieszczescie. za to jak juz znieczulenie poplynelo poczulam blogą ulgę, bylam tak szczesliwa, juz nic nie czulam i dodatkowo juz tylko minuty dzielily mnie od zobaczenia dzidziusia:tak:

Tak wiec meczylam sie od 10 rano do 21, Ala urodziła się o 21.10, dostala 10 pkt, 3440g i 55cm:-D do dzisiaj nie moge sie nadziwic jak takie stworzonko moze zmiescic sie w brzuchu.
kolezanki z oddzialu mowily ze mąż byl tak zszokowany ze nie wiedzial co ma robic;-) poszedl za małą na oddział noworodkowy, pocykal jej kilka zdjec i jak juz mnie przewiezli na pooperacyjna to przyszedl i pokazal mi je. po wyjęciu z brzucha tez mi ja pokazali na chwilke, moglam ja dotknąć, wcale nie plakala, tylko sobie troche kwękała:tak: po tym albo dali mi cos na uśpienie albo usnęłam ze zmeczenia bo ocknelam sie jak kazali mi przeczytac opaske dzieciatka na raczke. w miedzycasie widzialam jeszcze w powietrzu iglę ktora mnie zszywali:eek:
ze szpitala wyszlismy po 4 dobach, malutka jest okazem zdrowia, mnie tez nic nie dolega, w miare szybko doszlam do siebie. na szczescie nie sprawia narazie wiekszych problemow, ale nocki sa ciezkie bo czasem jest tak ze spi godzinke, je godzinke i tak w kolko:/ ale jest kochana. juz sie przyzwyczaila do noszenia na raczkach i tak najszybciej sie uspokaja:laugh2:
przedwczoraj skonczyla tydzień:-)
 

ivi

uzależniona;) // I.2010
Dołączył(a)
19 Maj 2006
Postów
10 917
Rozwiązania
0
Generalnie w piątek i w sobotę mi odwalało i zasuwałam jakbym miała motorek w d.. :) W sobotę 23 stycznia wieczorem naszło mnie żeby zrobić ciasto. Zaczęłam robić pieguska. Gdy ok 22 już piekł się w piekarniku, poczulam lekki ból jak na @. Na tyle silny, że musiałam się w pół kroku zatrzymać. Gdy po chwili ból się powtorzył, poszłam po kartkę i długopis i zaczęłam zapisywać co ile to coś czuję. Wyszło, że +/- co 10-13 minut. Stwierdziłam że to te słynne skurcze przepowiadające i nikomu nic nie mówiłam :) A był oczywiscie A. i moja mama. A. od razu zauważył że coś jest nie tak ;)
Ok. 23:30 kładliśmy się spać. znaczy moja mama poszła spać, bo my z mężem byliśmy już mocno nakręceni tymi skurczami i adrenalina w nas krążyła ;) Bo skurczybyki zmieniły siłę i charakter - doszły bóle krzyżowe. ok północy poszłam pod prysznic bo zwątpiłam w ten "fałszywy" alarm.. Pod prysznicem skurcze były nadal - choć czułam je trochę inaczej. ALe od momentu prysznica ból znow się nasilił i częstotliwość się zwiększała. No ale kurcze pomyslałam że to za szybko, że to nie możliwe przecież.. I czekaliśmy dalej ;) Po pewnym czasie znów poszłam pod prysznic aby jednoznacznie określić czy to minie czy nie - już byliśmy zmęczeni i spać się chciało :) Stwierdziliśmy że albo przejdzie albo nie:) A. siedział w łazience z kartką i zegarkiem a ja się prysznicowałam.. Okazało się że skurcze były już co 5-6 minut.
Znów jakimś czasie mąż podjął decyzję - jedziemy na porodówkę :) Ja nie wierzylam że to już na prawdę się dzieje i byłam pewna że na Izbie Przyjęć mnie odeślą do domu. Moja mama w międzyczasie wstała, bo stwierdziła że od wieczora czuła że coś się szykuje tylko pytać nie chciała:)
A. poznosił torby i zaczął pakować auto, a ja walczyłam z bólem..
Zrobiliśmy ostatnie zdjęcia brzuszka (między jednym skurczem a drugim ;) ) i pojechaliśmy. Nikomu nie życzę skurczy w samochodzie :( Masakra!! Jechaliśmy dokładnie 15 min i w międzyczasie miałam dokładnie 3 skurcze. AUĆ! ;) Na izbie przyjęć zostałam zbadana i zmierzona, rozwarcie okazało się na "prawie" 3 cm. Skurcze łapały mnie co 4-5minut.. Decyzja - na patologię. A. niestety musiał wracać do domku, bo cisza nocna była... :( także biedny odprowadizł mnie do sali, zostawił torby i pojechał.. Ja na szczęście zostałam ulokowana w pustej sali bo biedne by były moje współlokatorki! ;) jęczałam co chwile. Zostałam podłączona pod ktg, położna pobrała krew na badania, sprawdziła raz jeszcze rozwarcie i przez chwile pilnowała czy dobrze oddycham. Po czym sobie poszła sugerując żebym spróbowała się przespać. Powodzenia! skurcze co 5 min, uciec nie mogę bo leże pod ktg i mam spać?? no ale okazało się że można ;) lekko podsypiałam między skurczami aż do 5 nad ranem, gdy przyprowadzili mi do pokoju koleżankę (na podobnym etapie na jakim ja byłam przyjmowana ;) ). Położna powiedziała że mąż ma przyjechać ok 8, bo ok 7 trafię na porodówkę. W miedzyczasie byłam też przebadana przez lekarza (usg+rozwarcie), ginka oceniła młodego na 3300g ;). Skurcze były co chwile, także wszystko bardzo wolno się odbywało bo musieli na mnie czekać ;) albo z sali nie mogłam wyjść, bo na łóżku wisiałam, albo położyć się nie mogłam do badania, bo skurcz.. ;)
W pewnym momencie stwierdziłam, że idę pod prysznic bo nie wytrzymam. Po prysznicu (siedziałam tam z dobre 20 minut) miałam lewatywkę (polecam.. skurcze+gwałtowne oprożnianie jelit - imprezka na kibelku!) w międzyczasie też ocena postępu rozwarcia (4cm) i decyzja że idę na porodówkę (hurra!!) w międzyczasie wysłaląm A. smska żeby był wcześniej bo nie wyrabiam. Przyjechał w ciągu 15 min:)
Na porodówkę wieźli mnie wózkiem, bo ja iść nie byłam w stanie (skurcze dosłownie co chwile, jeden za drugim, tak że ból w ogóle nie ustwał...). O porodówce marzyłam bo tam był prysznic:):)
Ale oczywiście, najpierw podłaczyli mnie pod ktg i znów leżenie plackiem z dobre 20 min.. A. siedział obok mnie i obserwował zapis, ściskając mnie mocniej jak skurcz nadchodził.. Jak tylko mnei uwolnili, skoczyłam pod prysznic i siedziałam tam dłuuuuuuuuuuuugo (prawie godzinę). Dużo łatwiej było mi walczyć z bólem, odpowiednio regulując temperaturę w zależności od siły skurczu.. więc tak sobie stałam tam i sapałam jak czajniczek;) Andrzej co jakiś czas podawał mi wodę do picia i ogolnie mnie pilnował:) Jak zaczęłam narzekać że czuję "parcie na stolec" to babka kazała mi wyjść i zbadała rozwarcie - a tam 9 cm!! :) powiedziała co mogę robić żeby sobie ulżyć, ale żeby na razie jeszcze nie przeć.. Łatwo powiedzieć ;) Wróciłam pod prysznic, bo tam czułam się najbezpieczniej. Te bóle były masakryczne. Chcieć przeć i nie móc.. masakra.. Więc stałam sobie pod prysznicem i wyłam i buczałam. Chyba w pewnym momencie płakać nawet zaczęłam, ale nie pamiętam tego zbyt dobrze;)
Gdy wyszłam próbowałyśmy popierać, ale ta szyjka nadal na 9cm była. Położna przy skurczu przebiła pęcherz (wody czyste:) )i troszkę ruszyła szyjką żeby ta się całkiem rozwarła. Nie wiem co i jak dalej, ale wiem że umówiłyśmy się z położną że do 11:30 urodzę (była godzina 11). Oparta o łóżko "popierałam" na stojąco... Bujałyśmy się z tym ostatnim centymetrem dość długo. W końcu położna jakoś pomogła przejść główce przez szyjkę (chyba tą szyjkę jakoś rozruszała, że w końcu ostatecznie się zgładziła) no i miała być próba porodu. Moje upragnione parte! Ale okazało się że wcale nie idzie tak jak powinno. Młody bardzo wolno schodził. Najgorsze przyszło jak "utknął" gdzieś na zakręcie szyjki.. Znów wstałam, znów popieralam na stojąco i próbowałam go skłonić do wyjścia ;) W końcu przeszedł i pomyśleliśmy wszyscy że teraz już będzie szybko :) Ale nie było.. Główka nie chciała się urodzić.. Parłam z całych sił, a Tymek nic.. Ani drgnie.. Najpierw położna kazala Andrzejowi lekko naciskać na brzuch w momencie gdy parłam.. Co skurcz sprawdzała jego tętno (raz było niebezpiecznie i musiałam się mocno dotlenić..). Potem zawołała drugą położną, która mi "waliłą" w brzuch.. Młody był dosłownie centrymetr od wyjścia ale w ogóle nie chciał się ruszyć.. W międzyczasie mi zaczęły skurcze zanikać.. Po konsultacji z lekarzem decyzja o podłączeniu OXY. Skurcze się natychmiasst pojawiły, jeden za drugim, ale były za krótkie! starczały na niecałe dwa parcia.. Ja parłam jak mocno mogłam, położna naciskając na brzuch wypychała młodego, a druga pilnowała "wyjścia".. Mąż pilnował żebym odpowiednio głowę trzymała i pomagał jak mógł.. Przede wszystkim - BYŁ przy mnie.. A ja przyznam że była mocno przerażona, szczególnie że młodemu coś zagraża, bo wydawało mi się że to trwa już zdecydowanie za długo.. A jak jeszcze zobaczyłam miny położnej, gadającej z koleżanką, że akurat teraz nie mają vacuum... koszmar.. :( Po kolejnych kilkunastu minutach zawołały trzecią położną i wtedy już była jazda.. Dwie rzucając się i waląc mi w brzuch wypychały młodego, a trzecia pilnowała. W końcu, na całe szczęście, mały się przecisnął i pojawił się na świecie nasz malutki Tymonek (na szczęście nie był niedotleniony ani nic.. miał tylko troszkę bardziej jajowatą głowę bo długo był w kanale). Jedna z położnych była tak zmęczona i zadowolona, że się udało, że powiedziała tylko "o ja *******e" jako podsumowanie końcowej akcji... Oczywiście mnie ponacinali.. a zszywali jak cieszyliśmy się małym - prawie nic nie czułam ;)
W każdym razie - w momencie gdy dostałam małego na piersi zapomniałam o całym bólu i całym strachu. Najważniejszy był ten malutki człowieczek :) Oboje z mężem płakaliśmy...
 

justys85

Fanka BB :)
Dołączył(a)
25 Lipiec 2009
Postów
641
Miasto
Łódź
Rozwiązania
0
Wiem że trochę późno ale coś mnie naszło i ja też postanowiłam opisać swój poród a więc
25 stycznia zgodnie z zaleceniem mojego gin. prowadzącego stawiłam się na izbę przyjęć bez żadnych bóli i oznak porodu.Po przyjęciu zrobili mi badania,a następnego dnia rano zabrali na usg a tam szok okazało się że nie ma wód płodowych ( kiedy odeszły nikt nie wie):-D A więc badanie przez ordynatora i decyzją że wywołujemy poród bo niebezpieczeństwo dla dziecka:szok:,no to ja pakuje się,zapłakana dzwonię do Z że zabierają mnie na porodówkę i że ma przyjeżdźać.A na porodówce podłączyli mi oxy i ktg i razem z Z czekaliśmy na skurcze które przyszły bo jakimś tam czasie już nie pamiętam ale za to rozwarcia brak,skurcze zaczęły się nasilać tak że były już nie do zniesienia a ja po 11 godzinach,po zastrzykach,przebiciu pęcherza,miałam tylko 3 cm rozwarcia i gdy ok 22 przyszła doktorowa mnie zbadać prosiłam ja że jeśli to rozwarcie nie ruszyło to może zróbmy tą cesarkę i tak też się stało gdyż po badaniu pani dr. KOCHANA pani doktor :-Dstwierdziła że tu się już nic nie ruszy więc tniemy.Zabrali mnie na salę i tam jak już dostałam znieczulenie to ulga bo nie ma bólu i tylko czekanie...Po paru minutach słyszę że nie urodziłabym naturalnie bo mały owinięty był 2 razy w okół szyi pępowinną więc wpadłam w panikę ale jak tylko usłyszałam jego płacz i powiedzieli że ok to sama się poryczałam.
Tak też 26 stycznia o 22.55 na świat przez CC przyszedł Antoś Patryk 3020g i 54 cm 9 pkt za kolor skóry jeden zabrali ale wszystko jest ok niedawno skończył 3 miesiące jest cudownym prześlicznym gadułą
 

aga23

Fanka BB :)
Dołączył(a)
21 Maj 2009
Postów
328
Miasto
Wlkp/Norwegia
Rozwiązania
0
To i ja jeszcze opisze poród chyba mogę ???? ;-)

29 stycznia od około godz. 16 zaczeły się delikatne skurcze ale jakoś szczególnie sie nieprzejmowałam bo niebyły od razu regularne. Po godz 18 zaczeły sie mocniejsze a że śnieg za oknem po pachy był, mówie do m idz odkop auto :-D i bądz przygotowany bo skurcze dosyc męczace i co 10 min. Dopakowałam do torby co potrzebowałam i o 20 skurcze co 5 min. Telefon do szpitala poinformowac ze juz w drodze jesteśmy -- a pielęgniara pyta meza czy żona jak ma skurcze to mówić może ? Jezeli tak to jeszcze spokojnie mamy troche czasu :szok::szok: myślałam ze w aucie dziure w podłodze zrobie bo z bólu sie zapierałam ale ze do szpitala blisko to poczekaliśmy 10 min przed wejsciem i jak skurcze co 3 min to dawaj do środka. Jeszcze po drodze do kibelka weszłam bo siusiu bardzo naciskało a tam juz w moich oczach ukazała sie krew:szok::szok:

Przyjeła nas bardzo przemiła połozna az sie cieszyłam ze taka babeczka z nami bedzie ale ona niestety konczyła zmiane. Zrobiła badanie rozwarcie na 4 cm. Kazala isc odrazu na porodówke przebrac sie i czekaliśmy co dalej. Po chwili wlatuje do pokoju młodziutka blondynka i mówi do nas : " Dzien dobry . Jak sie masz?? " O szogg pomyślałam trafiła sie polska położna :-):baffled: Ale nie jak sie okazało to norweżka ale uczyła sie w Pl i troszke pamietała zwrotów.

Pobadała osłuchała małego pogadaliśmy troche i pyta czy chce do wody? No jasne bo juz bolało troszku była gdzies 23. W wannie spędziłam 6 godzin ( poród trwał 9 ) za chwile pyta czy jestem glodna czy chce pić?? Kazali mi jeść i pić w wannie :szok::szok: Maz był caly czas ze mna podczas, skurczy polewał mi brzuch wodą z kubeczka niby nic takiego ale jaka ulga no i weż wiosłuj kubkiem 6 godzin:-D:-D

Jak juz rozwarcie było pełne kazali przejsc na łózko i przeć ale łatwo niebyło Damian wolno schodził. Spowrotem do wanny i tam kazali przeć i tam tez poszło duzo lepiej Damian juz był nizej wiec spowrotem na wyro dali mi worek sako kazali brzuchem sie o niego oprzec i przeć.Położna oznajmiła ze jak go przez godzinke od pełnego rozwarcia nieurodze to przyjdzie lekarz i zrobią vacum. Wdychałam gaz rozweselający i pamiętam tylko ze przysnełam a jak mnie skurcz obudził to pytałam sie gdzie ja jestem ??? :-D No i w godzinke go nieurodziłam przyszedl lekarz podłaczyli to vacum i przy 4 parciu maluszek wyskoczył.

Rodziłam bez znieczulenia!!!! Nic zero :-) I jestem z siebie dumna ze dałam rade.

Damian urodził sie 30 stycznia o 7.52.

Wszystko trwało 9 godzin a lekarz proponował męzowi prace jako poloznik :):) W sumie były przy mnie 3 osoby mój mąż któremu dziękuje ze był , położna i lekarz .

Podsumowując poród wspominam bardzo miło i śmiało moge nawet zaraz isc spowrotem :-D:-D:-D:-D:-D
 

topoleczka

Fanka BB :)
Dołączył(a)
21 Październik 2009
Postów
482
Miasto
Poznań
Rozwiązania
0
No to i ja się dołączę z opowieścią:-)
Skurcze nieregularne czułam po piątku 29.01, w końcu 31 po południu zrobiły się coraz częstsze i nieco bardziej bolesne. Około 20 były już co ok.15min. Zjadłam "ostatni posiłek", umyłam się i położyłam do łóżka. Wiedziałam, że i tak nie zasnę, więc czytałam książkę i zapisywałam, co ile mam skurcze. Jakoś chyba po 1 doszłam do tych do 3/4min. Obudziłam męża, dopakowałam jeszcze kilka rzeczy do torby i pojechaliśmy do szpitala. Nie mamy daleko, więc w aucie miałam 2 czy 3 skurcze. Dotarliśmy na izbę przyjęć, podłączyli mnie pod ktg, a ono nie wykryło żadnego skurczu, mimo że ja je czułam:baffled:. Pani doktor wzięła mnie na badanie i okazało się, że mam 2cm rozwarcia i tylko na tej podstawie wysłała mnie na oddział. Tam od razu położyli mnie na porodówkę (naprawdę super warunki:tak:) i podłączyli do ktg. I tam już skurcze miałam! Ten aparat na dole musiał być popsuty, więc współczuję wszystkim rodzącym, które z jego powodu odesłali do domu:no:. Leżałam sobie pod tym ktg do 7 bodajże i wtedy był obchód. Okazało się, że akurat mój prowadzący lekarz ma dyżur, więc odetchnęłam z ulgą:-) Od tego czasu on się mną troskliwie zajął, mimo że mu nic nie płaciłam:tak: Po tej wizycie, nadal pod ktg zaczęłam chodzić, żeby rozwarcie się powiększyło. Potem w kolejnych godzinach mój lekarz przebił mi błony płodowe (czyste-uff), chodziłam, dostałam zastrzyk na zgładzenie szyjki, 2 razy jakieś przeciwbólowe, bo skurcze były naprawdę bolesne i na dodatek krzyżowe, rozwarcie bardzo wolno się zwiększało. Pamiętam, że chodziłąm po tej sali porodowej, a byłam tak zmęczona, że gdy tylko stawałam na ułamek sekundy, to zasypiałam...Męża ze mną nie było, bo nie chciał. Powiedział, że nie chce być w takiej sytuacji, że widzi, że mnie boli, a on nie może mi pomóc. Raz na jakiś czas przychodziła dziewczyna, która miałą praktyki i rozmawiałyśmy, dawała mi rady. Po ok.16 godzinach rozwarcie praktycznie nie zwiększało się, mimo dwóch masaży szyjki, szyjka była zgłądzona. Mój lekarz widział, że się męczę i wywalczył dla mnie znieczulenie zewnątrzoponowe (bodajże) u anestezjologa (kobieta która rodziła w tym czasie co ja masakrycznie krzyczała przez długi czas i jak poprosili anestezjologa o znieczulenie też dla niej, to stwierdził, że swój limit na dziś jużwyrobił:baffled:). Miałam czucie w nogach, a ból stał się dużo mniejszy, chociaż i tak jakiś nerw nie został znieczulony i po prawej trochę bolało, ale w porównaniu z tym, co było wcześniej, to luzik. Generalnie po takim długim czasie braku postępu porodu mój lekarz zaczął walczyć o zgodę na cesarkę z lekarzem nadzorującym dyżur. Tamten wszedł, zbadał mnie i stwierdził, że: "to pierwszy poród, więc musi potrwać" ( to było po 16 godzinach:no:). Stwierdziłam, że ekstra... Ale mój lekarz jakoś wywalczył z nim tą zgodę i po ponad 20h, o 23:26 w wyniku cesarskiego cięcia urodził się Tymuś. Dostał 4 punkty w skali Apgar, ale na szczęście po 1 i 5 minutach było już 10. I tak nwzięli go na noc na obserwację na oddział noworodkowy. Biedak bardzo się wymęczył tak długim porodem. Okazało się, że był ułożony odgięciowo, czyli główka zamiast przygiąć się do karku, była odgięta do tyłu.
 
Do góry