Witam sie niedzielnie:-)
U nas troszeczke lepiej, chociaz i tak jestem ciagle nie wyspana, malemu katar przeszkadza jesc i spac, ale jest coraz lepiej. Zocha miala isc do przedszkola juz jutro ale ma jeszcze kaszel i zostawie ja jeszcze w domu, nie wiem jak to wytrzymam bo ona ma milion pomyslow na sekunde i jak zostaje z dziecmi sama to nie wiem w co mam rece wlozyc;-):-)
Co do tematu pracy za granica, to kiedys tez o tym myslelismy, ale tak ze jacek pojedzie a ja ewentualnie bym dojechala do niego.
Justyna z ta tesknota to roznie bywa, ja nie nadawalabym sie do mieszkania za granica, dla mnie za daleko jest juz tutaj gdzie mieszkam a to tylko 300 km, a co dopiero za granica. To zalezy poprostu od czlowieka.
Dorota nie wolno pisac ze nierozumiesz jak mozna tak zyc ze maz za granica a zona tutaj i to dla kasy. Roznie w zyciu bywa i nieraz tak poprostu trzeba zrobic, chociaz teraz wydaje mi sie ze nie oplaca sie wyjechac za granice do pracy i przysylac pieniadze tutaj.
Moja kuzynka mieszka z mezem w londynie juz od 5 lat, i maja sie poprostu super, zaczynala od sprzatania a teraz zostala menagerem w jakim biurze rachunkowym, jej maz pracuje tez w jakies firmie obydwoje maja juz umowy stale i stac ich na baaaaaaaaardzo duzo. W polsce nigdy by sobie nawet na 1/3 nie mogli pozwolic, ale to jest szczescie, bo moge wiele przykladow podac kiedy moi znajomi wiazali tam ledwie koniec z koncem mieszkajac w 6 w dwu pokojowym mieszkaniu. Wydaje mi sie ze ci ktorzy wyjechali pare lat temu zalapali sie do pracy, nauczyli dobrze jezyka, maja znajomych juz tam, i nawet gdyby stracili prace to zawsze moga na kogos liczyc,mieli o wiele latwiej niz ktos kto teraz pojedzie on juz tak rozowo nie bedzie mial.
Ja w zeszlym roku w wakacje bylam w londynie i prace mialam od reki w firmie meza kuzynki, ale tylko dlatego ze on mi ja zalatwil. Nie musialam znac jezyka, poprostu mialam szczescie, ale wiele polakow mieszkalo na dworcach, bo nie dosc ze jak przyjechali to kasy nie mieli, nie znali jezyka, i jechali w ciemno.
Jest tez powiedzenie "kto nie ryzykuje ten nic nie ma" ale nie wiem czy teraz bylabym w satnie zaryzykowac majac dwoje dzieci...moj m. jak najbardziej ja chyba jestem za wielki tchorz...
Teraz nie musimy sie martwic ze nie starczy nam do pierwszego, ale to dlatego ze ja dostaje jeszcze -pieniadze, wiec ida na rachunki a pieniadze m. wystarczaja spokojnie na zycie i przyjemnosci. Nie wiem co bedzie od kwietnia jak skonczasie moje pieniadze, wtedy bedzie krucho, ale na szczescie jacek jest bardzo zaradny i juz teraz poszukal sobie prace na pol etatu zeby miec troche wiecej kasy od kwietnia. Latwiej jest w wiekszych miastach, jest wiecej mozliwosci.
Ja trzymam kciuki za wszystkich zeby nie musieli wyjezdzac i oby udalo sie znalesc w polsce prace.