Witajcie kochane.
Trochę AWs zaniedbałam i o wybaczenie proszę;-)
Od wtorku mam wolne. Pierwsze co to wydelegowałam młodą do babci (na początku nie chciałam, potem miałam wyrzuty sumiena z tego powodu, a na koncu cieszyłam się, ze tak wyszło). Pospałam sobie do 9tej jak juz nie pamietam kiedy

. Zaliczyłam fryzjera, Rossmana, lupek - musiałam sobie spodnie kupic bo mi moje z dupska lecą



. Ok 13stej byłam u mamy ale młoda spała, a jak sie obudziła poszłysmy na dsneczki. Była fajnie tylko sie deszcz rospadał, a młodej banan z buźki nie schodził.
W środę ostatnie zakupy żwynosciowe, gotowanie i ostatnie porzadki, kolejna wyprawa na saneczki a po 16stej pojechałam do siostry bo M musiał iść do pracy

I się zaskoczyłam bo przed 18sta telefon od szefa, czy może mnie odwiedzic (mieszka prawie 100km ode mnie). No wiec powiedziałam, ze nie ma mnie w domu, podałam adres i w sumie wpadł na kawke. Dzieciaki (zaskoczył sie ze jest ich więcej ale stanął na wysokosci zadania) dostały słodycze a ja na koniec wizyty 200 zł, co mnie baaaardzo ucieszyło

. Powiedzieliśmy dzieciakom, ze ten pan jest pomocnikiem Mikołaja i chodziły jak "zegareczki"

. A mój szef ładnie gral swoją rolę hihi Tak go chwale, bo mam młodego szefa (22lata) i nie każdy w jeg wieku ma podejście do dzieci i potrafi sie zachować w kazdej stuacji.
W wigilię od rana mieliśmy gości. hanka dostała od chrzestnych kjlocki Wadera. Po południu pojechaliśmy do teściowej. Na Wigili masa ludzi ok 40stu heheheh. Był Gwaizdor. Hania bardzo zadowolona z prezentów, ale na widok obego pana (tatusia) w czerwieni zanosiła sie płaczem A ja się musiałam tłumaczyś Gwiazorkowi, czemu tyle marudzę mężowi....
Wczoraj byliśmy u rodziców na obiedzie i hanka znalazłam saneczki pod choinką;-)
A dzisiaj słodkie lenistwo. Za chwile idziemy do koscioła i obejrzeć żywa szopkę.